Zapaśnik - The Wrestler (2008)
Produkcja: USA, Francja
Gatunek: Dramat, Sportowy
Data premiery: 05.09.2008 (Świat), 20.03.2009 (Polska)
Reżyseria: Darren Aronofsky
Scenariusz: Robert D. Siegel
Muzyka: Clint Mansell
Zdjęcia: Maryse Alberti, Matthew Libatique
Obsada:
Mickey Rourke - Randy The Ram Robinson
Evan Rachel Wood - Stephanie
Marisa Tomei - Cassidy
Ajay Naidu - lekarz
Wass Stevens - Nick Volpe
Ernest Miller - Ayatollah
Czas trwania: 115
| |
Obejrzałem Zapaśnika nie dlatego, że sporo mówiło się o jego oscarowych aspiracjach, zwycięstwie w Wenecji i tak dalej. Obejrzałem, bo to twór Aronofsky’ego - człowieka, który jeszcze nie spieprzył żadnego filmu.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem, że jeden z moich guru directingu bierze się za oklepaną do krwi opowieść o jakimś tam bokserze czy zapaśniku, to aż zaniemówiłem, a kolejne newsy o jego planach (typu – Nowy Robocop wg. Aronofsky’ego w 2010 roku!), kompletnie mnie zabiły. Nie wiedziałem gdzie ręka, gdzie noga! Po kilku tygodniach (a może nawet i miesiącach) ochłonąłem na tyle, by stwierdzić, że ostateczną opinię podam, gdy zobaczę, a stało się to dokładnie na początku stycznia bieżącego roku.
Fabuła? No co, jest główny bohater, wrestler tzw. Randy The Ram Robinson (Mickey Rourke), który u schyłku kariery ma problemy z sercem. Poza wrestlingiem nie ma nic. Miłość zna co najwyżej z telewizji czy piosenek AC/DC (o ile oni o tym śpiewają?!), a córka najchętniej widziałaby go u bram piekieł. Życie bez walki, wrestlingu i całego tego udawania? – nie ma mowy. Tym bardziej, że Randy dostaje szansę powtórnego pojedynku z odwiecznym rywalem Ayatollahem (Ernest Miller). Wie, że może go to zabić, ale co może stracić? No właśnie, co? - i o tym opowiada ten film. To nie kolejny Rocky czy coś na styl zabili go i uciekł. To niemal kompletna filmowa opowieść, ale spokojnie, od początku.
...potem ta ciota Cobain wszystko spieprzyła – fanom Nirvany pienią się usta ze złości? Znaczy, że nie oglądali Zapaśnika Aronofsky’ego, bo ten cytat żywcem wyjęty z filmu, nie budzi odrazy, tylko jest czymś do bólu prawdziwym. I nie mówię tu o tym, że Kurt Cobain był dennym wykonawcą i cofnął muzykę o lata świetlne, ale o tym, że Randy to swój człowiek. Mówi, to co myśli, robi to co chce. Co prawda dopiero później zrozumie swoje błędy, ale jest za słaby psychicznie, by im podołać. Portret psychologiczny głównego bohatera jest tu nakreślony wybitną kreską i to bez pomocy specjalistycznego sprzętu. Film urzeka prostotą przekazu. Na pierwszy rzut oka nic się nie dzieje. Jakieś walki są, on próbuje poukładać sobie życie i do tego ten wielki pojedynek na koniec – wiem, że to pachnie banałem na kilometr, ale ludzie, czy aby stworzyć świetny film trzeba uciekać się do nowatorskich rozwiązań? Jeżeli ktoś ma talent, warsztat i wie co chce pokazać na ekranie, to ja przybijam mu piątkę i mówię: Kurde, koleś, oby tak dalej!. W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak obiecać Darrenowi piwo za ten film i z niecierpliwością czekać na Robocopa, bo kto wie co kryje się w Źródle liczby Pi?
Mickey Rourke – temu panu można by poświęcić niemal cały tekst, a jego roli w Zapaśniku równie wiele miejsca, co chociażby czynią dziennikarze na temat ostatnich ataków zimy. Po wielu kłopotach osobistych (podobno mało kto wierzył, że się podniesie) otrzymał szansę od Franka Millera i Roberta Rodrigueza w Sin City. Potem równie szalony, co wybitny twórca Aronofsky wybrał właśnie jego jako tytułowego Zapaśnika. Gość odegrał swoją rolę zawodowo, świetnie, niemal aż tak, że bobry same wyskakują z nor. Był prawdziwy i oto chyba chodziło. Dla mnie po tym filmie nie ma Mickey’a Rourke’a, a jest Randy Ram Robinson. On jest tym zapaśnikiem i ja w to wierzę!
Kolejna znacząca rola, to Marisa Tomei. Spodziewałem się po niej takich leniwych pierogów, dramatycznych kluchów, których w historii nie brakuje, ale myliłem się i aż krzyknę na swoją obronę: Alleluja!. Ta 45-latka z Nowego Jorku jest pociągająca, miła, lekko nietypowa, jak na swój zawód, ale również do bólu prawdziwa. Słynna scena z tzw. one beer czy finał opowieści, pokazują, że mamy tu do czynienia nie z nadmuchanymi gwiazdami, a aktorami z wysokiej półki. Ja to kupiłem w całości i pewnie zrobię to jeszcze nieraz.
Produkty od Aronofsky’ego polecają się nudne wieczory.
Ocena Flimu: 

By kAMSON
Nadesłane dnia: 2009.03.09
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Dodane: Wtorek, Marzec 10, 2009 Recenzent: kAMSON Wynik:     odsłon: 2051 Język: pol
|