Recenzje Września 10'
14

Technologią w widza, czyli filmowa [r]ewolucja (Publikacje)
Mężczyzna, który kocha - L’uomo che ama (2008)
Cień - Custodio, El (2006)
Żołnierze Kosmosu 3: Grabieżca - Starship Troopers 3: Marauder (2008)
Żołnierze Kosmosu II - Starship Troopers 2: Hero of the Federation (2004)
Żołnierze Kosmosu - Starship Troopers (1997)
Skąd bierze się fascynacja Bollywoodem? (Publicystyka)
Edyta Bartoszewicz - Skłamałam (1997) (Teledyski)
Wschodnie obietnice - Eastern Promises (2007)
Trzy dni bez wyroku (1991)
Henryk V - Henry V (1989)
Niewiniątka - The Children’s Hour (1961)
Apartament - Wicker Park (2004)
Jestem (2005)


--= Więcej =--
(z ostatnich 6 miesięcy)

Facebook

Menu Główne
Moje Konto
Wyloguj

Szukaj



Chat


Nagrody Filmowe
Srebrne Kadry

Scenariusze

Śmiesznie :-)
Strasznie :0

Cytaty Filmowe

Quizy & Konkursy
Archiwum quizów

News

Dodaj News

Inne

Do Pobrania
Bannery & Reklamy

Użytkownicy Serwisu

Poleć Nas
Pogoda

Blogi filmowe
Filmowe konkret - słowo

Patron Medialny

Radio FTB

Radio Internetowe


Dystrybutorzy
Monolith Films
Monolith Plus
VISION
Anime Gate
Imperial – Cinepix
Kino Świat
Forum Film Poland

Wypożycz Film
Video World
TOP 20

Wyróżnienia
Katalog Gwiazdor


Bękarty wojny - Inglourious Basterds (2009)



Produkcja: Francja, Niemcy, USA
Gatunek: wojenny

Data premiery: 20.05.2009 (Świat), 11.09.2009 (Polska)

Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino
Zdjęcia: Robert Richardson
Muzyka: Ennio Morricone

Obsada:

Brad Pitt: Porucznik Aldo Raine
Mélanie Laurent: Shoshanna Dreyfus
Christoph Waltz: Pułkownik Hans Landa
Eli Roth: Sierżant Donny Donowitz
Michael Fassbender: Porucznik Archie Hicox
Diane Kruger: Bridget Von Hammersmark
Daniel Brühl: Frederick Zoller
Til Schweiger: Sierżant Hugo Stiglitz

Od lat: 18
Czas trwania: 153
Dyst.: United International Pictures Sp z o.o.




Nein, nein, nein, nein, nein!

Właściwie ten cytat nijak ma się do treści tej recenzji. Po prostu był jedyną rzeczą, która podobała mi się w zwiastunie, więc postanowiłem go wykorzystać. Już bardziej do moich odczuć po seansie pasuje

Yes, yes, yes!

co przyznam szczerze, trochę mnie zaskoczyło. Do nowego dzieła Mistrza Quentina Tarantino podchodziłem bowiem z lekkim dystansem. Nie sądziłem, że przemieli on temat II wojny światowej w swoim stylu na coś lekko strawnego. Bardziej oczekiwałem po prostu sieczki, bez ładu i składu. Ale uderzam się w pierś. Zwątpiłem niepotrzebnie. 'Bękarty wojny' są filmem, który jest kwintesencją tarantinowości. Są w nim rewelacyjne dialogi, porządna muzyka i nawiązania (a nawet powiedziałbym, że zrzynki) z innych filmów. Czyli wszystko to, za co Quentina kochamy. Oczywiście, jest też sporo brutalności, co mnie akurat nie rusza.

Nie można było się spodziewać czegoś innego, po filmie, w którym bohaterami są tytułowe Bękarty, czyli oddział Żydów, który bynajmniej nie działa w prisoner-taking business. Oni są w killing-nazi business. Swojej powinności nie czynią jednak w sposób zwykły, lecz... po indiańsku skalpując, niemal każdego napotkanego nazistę. Mówienie, że 'Bękarty wojny' są filmem o oddziale pod dowództwem Porucznika Aldo Raine (Brad Pitt) jest jednakże sporym uproszczeniem. W końcu wszystko kręci się wokół zamachu na samego Hitlera, który ma się odbyć podczas premiery propagandowego filmu niemieckiego (swoją drogą niezły gniot:P ), w pewnym francuskim kinie, które należy do pałającej zemstą Żydówki, Shoshanny (Melanie Laurent).

Hola, hola, coś o zemście? Czy to nie było czasem w Kill Billu? Ano było. I zapewne w swoich skojarzeniach będę osamotniony, ale całe 'Bękarty...' wydają mi się dość znaczną przeróbką Kill Billa. Po pierwsze, nawiązanie do westernów w części pierwszej. No tak, zapomniałem wspomnieć, że film składa się z pięciu rozdziałów (w Kill Billu było 10). Kolejne moje skojarzenie budzi muzyka, która w dwóch miejscach jest żywcem wzięta z dyptyku o Zabójczej Pannie Młodej. I wreszcie sam motyw zemsty. Okej, wygląda to wszystko zupełnie inaczej w obu filmach. Ale jednak sam pomysł jest zbudowany na tym samym szkielecie, na którym powstał Kill Bill.

Nie znaczy to oczywiście, że najnowszy film Quentina Tarantino jest w jakiś sposób przewidywalny, czy schematyczny. Na pewno nie! Mało tego, żadne inne dzieło Mistrza nie trzymało mnie tak w napięciu, jak właśnie 'Bękarty wojny'. Sposób rozwiązania całej akcji, przebieg końcowych scen, to są rzeczy, które utrzymują widza na krawędzi krzesła. Ciężko przewidzieć jak cały plan zamachu się zakończy, a tym bardziej jak same końcowe sceny będą wyglądały. Jeśli komuś się to udało, czapki z głów.

Również pod względem aktorskim, jest to najlepszy film Quentina. Trzy kreacje były wręcz zniewalające. Po pierwsze Brad Pitt (w roli Aldo Raine'a). Głównie za sprawą genialnego akcentu (również włoskiego!!!) stworzył na tyle przerysowaną osobowość, że wbija się w pamięć i jest przy tym niezwykle charyzmatyczny. Po drugie Christpoh Waltz (Hans Landa). O tej kreacji powiedziano już wiele, w końcu za tę rolę zdobył Złotą Palmę w Cannes. Zasłużenie. Spokój, wyrachowanie i przede wszystkim nagłe zmiany tonu wypowiedzi połączone z rewelacyjną mimiką. Takie coś warto nagrodzić. Jednak jeszcze bardziej na wszelkie komplementy za swoją grę zasługuje Melanie Laurent (Schoschanna). Ona po prostu miała styl. Wzór kobiety, która została w dzieciństwie zraniona przez Niemców, chowającej urazę, jednocześnie strach i rządzę zemsty. Kto tego wszystkiego na ekranie nie zobaczył niech uda się do okulisty. Ta rola była genialna. Podobnie jak jej czerwona sukienka.

Z czerwoną sukienką zresztą wiąże się moja ulubiona scena z całego filmu. Bardzo banalna, ale za sprawą zdjęć genialna w swojej prostocie (dla wtajemniczonych - pod koniec filmu, gdy Schoschanna siedzi w oknie). Majstersztyk. Zresztą takich boskich ujęć nie brakowało. I nie szkodzi, że podobnie jak wiele innych rzeczy tak i one było dość wtórne. Zdjęcia podkreślały znakomicie klimat, w zależności od sytuacji. I przy okazji sprawiały, że film tak bardzo się podobał. Bo w końcu lubimy te filmy, które już kiedyś widzieliśmy. A właśnie przez sposób filmowania mieliśmy aluzje do klasycznych ujęć z westernów, horrorów, czy też kina gangsterskiego.

Czymże byłyby jednak najwspanialsze obrazy, gdyby nie wspaniała muzyka im towarzysząca. Chociaż nie. Wspaniała to zdecydowanie za dużo powiedziane. Ona jest tylko przyzwoita. W porównaniu do ścieżek z Pulp Fiction, Kill Billa, czy Death Proof wypada dość blado. Nie chciałbym tu zwalać całej winy na Ennio Morricone, który napisał kilka utworów, ale to właśnie jego kompozycje wprowadzają w tym soundtracku taki stateczny klimat, który nie do końca mi odpowiada. I całe szczęście, że nie napisał całej ścieżki dźwiękowej (bo takie było pierwotne założenie), bo byłoby zbyt monotonne. Tak muzyka jest w miarę zróżnicowana, nadaje się do obrazu idealnie, jednak do posłuchania w domu już mniej.

Co jeszcze wyróżnia ten soundtrack (jeśli mówimy o krążku który można nabyć w sklepach) od innych mu podobnych z filmów Tarantino? Brak dialogów. A szkoda, bo kilka perełek się w filmie znalazło. W zasadzie pod tym względem Tarantino osiągnął chyba perfekcję. Niektóre monologi i dialogi bohaterów w filmie, choć długie (co pewnie nie-fani skrytykują), są GENIALNE. Można wręcz powiedzieć, że dialogi, to jest bingo!

Zdawać by się w zasadzie mogło, że skoro jest tu wszystko tak, jak w pozostałych produkcjach Quentina, tylko bardziej, to będzie to film raczej dla zagorzałych fanów, niż dla całego świata. A tu proszę, kolejne tatantinowskie rekordy Box Office padają z każdym tygodniem. Nie chcę tu się rozwodzić, z czego to wynika, bo dla mnie nie mogło być inaczej. Może to jednak zasługa otoczki, jaka wokół 'Bękartów...' powstała, że to po prostu film wojenny. Bo przecież Death Proof to hołd dla exploitation movie, Kill Bill dla spaghetti westernów, a co to takiego, to już nie każdy widz wie. A jak nie wie to do kina nie pójdzie. Na film wojenny już prędzej. A że to dość niecodzienny film wojenny? Who cares. Ważne, że jest rozpierducha. I chociaż jest ona może nie w co drugiej scenie, to jednak wystarczy. Dla mnie była to najlepsza jatka jaką widziałem w kinie.

Chociaż nie zagwarantuję nikomu, że będzie po seansie zadowolony, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że 'Bękarty wojny', to jeden z tych filmów, które należy w 2009 roku obejrzeć. Ja już tą powinność mam za sobą, ale do kina raz jeszcze na niego się i tak wybiorę. Bo warto, tym bardziej, że to dopiero druga tegoroczna premiera, która otrzymuje ode mnie 'dziewiątkę' (w skali 10-punktowej). Zresztą, dość owijania w bawełnę - Quentin, wyszło Ci arcydzieło!


Ocena Flimu:


By pafffcio







Nadesłane dnia: 2009.09.24

Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com


Dodane:  Czwartek, Październik 01, 2009
Recenzent:  pafffcio
Wynik:
odsłon: 900
Język: pol

  

[ Powrót do indeksu recenzji ]


Wysłany przez Tcharekh włączone Lut 13, 2010 - 09:45 PM
Mój wynik:

A ja Was zaskoczę - dla mnie najśmieszniejszym momentem podczas seansu był "film w filmie" - czyli fragmenty, w których niemiecki strzelec wybija francuskich żołnierzy jak kaczki - po prostu uchachałem się z głupoty tych sekwencji. To właśnie było bardzo tarantinowskie. Jeśli chodzi o aktorstwo, to czym sie podniecać? Brad Pitt? Bez przesady!!! Jedyna rola zasługującą na miano swietnego aktorstwa (naprawdę świetnego, moim zdaniem typ na Oscara za rolę drugoplanową) to Christoph Waltz jako płk. Hans Landa. Generalnie film jednak nie zachwyca. Jeśli "Bękarty..." zasłużyły na 9, to na ile ocenić Pulp Fiction?!?!? Myslę, że ocena dla najnowszej produkcji Quentina powinna oscylować w granicach 6-7 oczek na 10 możliwych.


Wysłany przez izabelaoff włączone Paź 13, 2009 - 08:16 PM
Mój wynik:

W sumie to myślałam, że film ten mnie nie zaciekawi, jednak muszę przyznać, że z przyjemnością oglądałam ten film. Film ten zawiera ciekawą historię oddziału amerykańskich żołnierzy wysłanych do Francji walczących z nazistami. Dobre dialogi i gra aktorów. Polecam każdemu obejrzenie tego filmu


Wysłany przez tomzales włączone Paź 13, 2009 - 08:01 PM
Mój wynik:

myślałem, że to będzie kolejny z serii filmów wojennych, a tu zaskoczenie - muszę przyznać, że pozytywne. rozwaliły mnie dialogi, zwłaszcza ten w scenie z Włochami. chociaż wydaje mi się, że co wrażliwsi mogliby poczuć się urażeni kontrowersyjnym podejściem do tematu II wojny światowej. (zwłaszcza, że premiera w Polsce odbyła się niedługo po obchodach 70-tej rocznicy wybuchu). na szczęście film broni się tym, że zaczyna się od słów "dawno, dawno temu" i kończy fikcyjną śmiercią władz III Rzeszy, co sugeruje, by potraktować go z lekkim przymrużeniem oka


Wysłany przez rangiz9 włączone Paź 12, 2009 - 08:01 PM
Mój wynik:

Film ten na pewno arcydziełem nie jest, ale mi osobiście bardzo się spodobał. Można było się pośmiać, wspaniała gra aktorska. Czasami jednak zbyt długie sceny dialogów, które czasami wprowadzały znudzenie. Ale w ogólnym rozrachunku polecam obejrzenie tego filmu


Wysłany przez KINOmaniaK włączone Paź 11, 2009 - 07:33 PM
Mój wynik:

Zachwycał i ja się nie będę. Wiedziałem, że tej produkcji przegapić nie wypada, ale z ostrożnością podchodziłem do "Bękartów". Aktorstwo to według mnie najmocniejszy punkt. W przeciwieństwie do nieznanej mi osoby siedzącej niedaleko mnie na sali kinowej, śmiechu jak dla mnie było jak na lekarstwo. I tutaj się Diego z Tobą zgodzę, scena parodiująca Włochów nawet mnie rozbawiła. Jednak nie ma co ukrywać, że jest to film w stylu Tarantino i to widać od razu. Nie jest źle, ale "Pulp Fiction" to to nie jest. Ode mnie 6-7.


Wysłany przez Sajgon włączone Paź 06, 2009 - 07:02 PM
Mój wynik:

To prawda, że jest to film, na temat którego można mieć skrajnie różnie opinie. Ja sobie pozwolę wrzucić mu do ogródka jeszcze jeden kamyczek, który mnie bardzo raził. Paffcio pisze, że dla Quentina nie istnieją granice. Owszem zaistniała - jedna. Obrzydliwej, tandetnej politycznej poprawności (Tak!). Milion razy widzieliśmy już to w amerykańskim kinie i pewnie jeszcze milion razy zobaczymy, bo jak Quentin przed tym zatrząsł portkami to pewnie każdy zatrzęsie. Otóż po raz kolejny dowiedzieliśmy się że hitlerowcy nie byli Niemcami. Byli Nazistami. Cholera, całe życie życie tkwiłem błędzie, myśląc że wojska Trzeciej Rzeszy to była armia niemiecka, a sama Trzecia Rzesza to były Niemcy. A tu patrz pan ciekawostka - to wszystko ci paskudni, wredni, nieokreśleni, zawieszeni w pustce Naziści.


Wysłany przez pafffcio włączone Paź 05, 2009 - 11:31 PM
Mój wynik:

Trochę jestem zaskoczony, że nikt nie podziela mojego entuzjazmu. Aczkolwiek pokazuje to jak bardzo różnie można ten film odbierać. Kumpela z którą byłem na filmie (również fanka Tarantino), stwierdziła że to najzabawniejszy film Quentina. Diego uśmiał się tylko raz (ja jestem gdzieś po środku). Sajgona irytowała postać Pitta, dla mojej siostry (i dla mnie zresztą też) to był geniusz. Conradosowi najbardziej podobały się rozdziały 1 i 3, mi 4 i 5. Wychodzi na to, że co by o tym filmie nie pisać to i tak każdy sam musi obejrzeć, bo co osoba, to inne zdanie. Słówko jeszcze na temat zabawy z historią - dla mnie rewelacyjny pomysł, Tarantino udowodnił, że granice dla niego nie istnieją. Nie wyobrażam sobie tego filmu ze standardowym zakończeniem.


Wysłany przez Diego włączone Paź 05, 2009 - 10:58 AM
Mój wynik:

Zwiastun faktycznie nie zachwyca i niestety podobnie jest z filmem. Na plus oczywiście aktorstwo i ten kapitalny styl Tarantino, w którym magnetyzuje nawet podczas byle rozmowy filmowych bohaterów (choćby scena otwierająca film). Niestety fabuła w mojej opinii niepotrzebnie igra z historią i wychodzi z tego za bardzo przerysowany misz-masz. Uwielbiam styl Quentina, ale tym filmem niestety mnie nie zachwycił. Zmartwiło mnie jeszcze jedno - tylko raz uśmiałem się szczerze podczas tego długiego seansu (scena udawania Włochów), co przy aż tak przerysowanych postaciach i błyskotliwemu poczuciu humoru reżysera bardzo mnie rozczarowało. Rozrywki nie było, więc i nota idzie w dół. Ode mnie mocne 6/10.


Wysłany przez kAMSON włączone Paź 04, 2009 - 02:52 PM
Mój wynik:

Filmu jeszcze nie widziałem, ale jeżeli jest chociaż w połowie tak dobry jak recenzja, to piszę się na to :D p.s. zwiastun faktycznie nie zachwyca.


Wysłany przez Sajgon włączone Paź 01, 2009 - 09:37 PM
Mój wynik:

Obawiam się, że mi jego film nie podszedł. Jak dla mnie to świetnie technicznie zrealizowany obraz (nie licząc irytującej roli Pitta i jego naaaazi killin'), ze złym na samym starcie pomysłem. Tarantino zrobił bajkę, i to już wiemy po otwarciu słowami "dawno dawno temu". Zabawił się historią na swój sposób i oglądało mi się to tak sobie. Ostatnie kilkadziesiąt minut zaś mnie po prostu zażenowały swą głupotą. Jak dotąd jedyny film Tarantino na którym się zawiodłem. Recenzja natomiast pierwszoklaśna :)


Wysłany przez Conrados włączone Paź 01, 2009 - 05:53 PM
Mój wynik:

Jutro Padnie tydzień jak Było mi dane obejrzeć to Filmidło i szczerze mówiąc zostałem bardzo rozczarowany może dlatego, że spodziewałem się większej ilości akcji a może dlatego, że nie rozśmieszały mnie teksty oraz końcówka do bólu tandetna :(. Osobiście uznaje obraz Bękartów za jeden z najgorszych w jego dorobku. Aktorstwo jak zawsze świetne. 2 rozdziały były bardzo dobre 1 i 3 reszta już dużo gorsza wielka szkoda. moje 5 lub 6 max wciąż zastanawiam się.....

Strona wygenerowana przez Postnuke 0.726. Kinomaniaki.com By 2004/2008 . .