 |
|
 |
Avatar (2009)
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Gatunek: Sci-fi
Data premiery: 10.12.2009 (Świat), 25.12.2009 (Polska)
Reżyseria: James Cameron
Scenariusz: James Cameron
Muzyka: James Horner
Zdjęcia: Mauro Fiore
Obsada:
Sam Worthington: Jake Sully
Zoe Saldana: Neytiri
Sigourney Weaver: Dr Grace
Michelle Rodriguez: Trudy
Stephen Lang: Pułkownik Quaritch
Giovanni Ribisi: Parker
Czas trwania: 162
| |
No i zaczęło się! W kasach kolejki, w prasie wrze, a producenci liczą zyski. Avatar, pierwszy po dwunastu latach obraz Jamesa Camerona zbiera póki co pozytywne opinie. Kosztujący oficjalnie 270, a według niektórych źródeł nawet 500 mln $ film miał zrewolucjonizować kino, podobnie jak uczynił to niegdyś Pancernik Potiomkin (1925), Obywatel Kane (1941) czy Matrix (1999). W takim razie należy postawić podstawowe pytanie: Czy Avatar popchnął światowe kino do przodu? Na odpowiedź poczekajmy. Każdy tego typu film musi swoje odleżeć, ale jedno jest pewne - Cameron wykopał kino w inny wymiar. W wymiar 3D i zrobił to z taką precyzją, że hoho!
Sam pomysł na film zrodził się już we wczesnych latach 90. Wtedy jednak Cameron wyliczył, że potrzebuje około 400 mln $ na realizacje, co w owych czasach było rzeczą nie do przyjęcia. Reżyser Titanica usiadł wygodnie w fotelu, myślał i myślał, aż doszedł do wniosku, że scenariusz poczeka, aż technologia sama siebie przeskoczy. I tym razem siwiejący pan miał rację. Avatar pokazuje jak wiele dają nowinki techniczne. Jak bardzo potrafi zmienić się kino w ciągu 20, a nawet 10 lat. Kto wie może kiedyś powstanie coś jeszcze bardziej wysmakowanego i dopracowanego, ale zejdźmy na ziemię... albo nie! Wybierzmy się na Pandorę. Do miejsca, które nie śniło się nawet filozofom i Alicji z powieści Lewisa Carolla. To miejsce magiczne i za samą podróż chylę czoła przed twórcami.
Owa Pandora to planeta. Zamieszkują ją tubylcy, o których mówi się Na’vi. Są to niebieskie istoty, dużo większe od człowieka, przypominające poniekąd koty (choć tu pewnie każdy ma swoją wersję). Do tego miejsca wysłany zostaje sparaliżowany były marines Jake Sully (Sam Worthington), który przy pomocy nowoczesnej technologii, przechodzi do ciała jednego z Na’vi, do tytułowego avatara. Ma on poznać zwyczaje rdzennych mieszkańców Pandory i postarać się namówić ich do przesiedlenia, gdyż pod ich wioską znajdują się wielkie pokłady surowców, które mogą pomóc uratować skażoną ziemię. Wszystko pięknie ładnie, ale Na’vi nigdzie nie chcą się ruszać, a żeby tego było mało, Jake zakochuje się w księżniczce Neytiri (Zoë Saldana) i staje się jednym z nich. Cała sytuacja wymusza na dowództwie statku atak na Pandorę!
Filmy 3D goszczą w naszych kinach już ładnych parę lat. W większości są to produkcje skierowane do najmłodszych widzów (Rekin i Lava: Przygoda w 3D), ale zdarzają się i zupełne przeciwieństwa (Krwawe Walentynki 3D). Jako człowiekowi, którego pierwszym nałogiem stało się kino, nie wypada tego mówić, ale nigdy wcześniej nie byłem na filmie trójwymiarowym! Co prawda gdzieś tam kiedyś za młodu telewizja Polsat podrzuciła nam pakiet tego typu filmów (zobaczyć można było wtedy m.in. którąś z części Szczęk), ale nie za dobrze to pamiętam. Natomiast, gdy w 2008 roku otrzymałem pierwsze konkretne informacje o Avatarze, to już wtedy wiedziałem, że będzie to mój pierwszy raz! Założyłem okulary i czekałem jak kino zmieni swe oblicze!
Akcja filmu rozpoczyna się na statku kosmicznym. Sporo dialogów, niezrozumiałych pojęć i lekki chaos, ale który obraz sci-fi tego nie ma? Avatar pokazuje swoje prawdziwe oblicze dopiero gdy lądujemy na Pandorze. Dzika dżungla, a tuż obok niej ośrodek badawczy odgrodzony wysokim płotem. Dla mnie nic nowego. Podobnie wyglądało to w Parku jurajskim Stevena Spielberga, ale idźmy dalej. Środek dżungli i dziwne stworzenia po niej snujące. Rewolucja? Nowy świat? A skąd! Nowe Gwiezdne wojny i tyle. Zagubiony człowiek w nowym świecie. Co to kolejna Planeta małp? Wraz z upływającym czasem jednak ilość takich porównań maleje, a świat coraz bardziej staje dla widza otworem. Dochodzi do nas, że Cameron naprawdę stworzył swój wyśniony świat, który balansuje na krawędzi piękna i niebezpieczeństwa. To raj niepozbawiony pułapek. Mieszkańcy tej planety dbają o nią i żyją w zgodzie z naturą, czego nie można powiedzieć o ludziach. Człowiek został tu pokazany w najczarniejszych barwach. Jako istota pełna obłudy i rządzy. I tu pojawia się ciekawa alternatywa. Człowiek zły, kosmici dobrzy. Yeah! Niebiescy górą!
Oglądając Avatara, aż chce się bić brawo. Wszystko przez to, że Cameron szybko wprowadza nas na przepiękną Pandore, ale nie pozwala z niej równie szybko wyjść. Statków i stalowych korytarzy mamy dość! To już widzieliśmy, a Panodry nikt nam wcześniej nie pokazał i to tu tkwi największa moc Avatara.
Artur Pietras, prowadzący w telewizyjnej czwórce program Kinomaniak, zapowiadał w jednym z odcinków, że od nowego filmu Camerona oczekuje dosłownie wszystkiego. Zarówno złości, jak i wzruszenia. Odrobiny humoru, strachu, ale i pikanterii. To ma być film naszpikowany efektami, ale niepozbawiony emocji. Jaką ocenę finalnie Pietras dał Avatarowi nie wiem. Ja daję 8. Kapitalnie się to ogląda. Widowisko z fajerwerkami i deserem na koniec w postaci wojny między Na’vi, a ludźmi. Nigdy wcześniej dzidy kontra karabiny nie wyglądały tak okazale. Nawet wątek miłości, który jak to stwierdził mój kolega, jest, ale jakby go nie było, nie przeszkadza. Ba! On nawet pasuje i może się podobać. Także kobiety chusteczki w dłoń, bo niejedna łza może polecieć!
Nie zastanawiajcie się długo i pędźcie do kina, bo tylko tam odczujecie wszystko to, co wymyślił sobie Cameron. Technika 3D daje ogromne możliwości i ten film jest tego najlepszym przykładem.
Ocena Flimu: 

By kAMSON
Nadesłane dnia: 2010.01.07
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Dodane: Sobota, Styczeń 09, 2010 Recenzent: kAMSON Wynik:     odsłon: 1616 Język: pol
|
|
[ Powrót do indeksu recenzji ] |
|
Wysłany przez Sajgon włączone Wrz 03, 2010 - 06:34 AM Mój wynik:   Wreszcie obejrzałem "Avatara". Ode mnie 4/10. Wizualna perfekcja i NIC ponad to. |
|
Wysłany przez dreamcode włączone Cze 13, 2010 - 10:14 PM Mój wynik:      Ja również daję 7/10. Jeśli chodzi o film to jak większośc obrazów z USA oparty na utartym schemacie, tyle, że zmienia się przestrzeń i czas. Uważam, że dużo brakuje polskim kinom do poziomu projekcji chocby w Europie. |
|
Wysłany przez Conrados włączone Sty 26, 2010 - 08:25 PM Mój wynik:      7/10 za piękne widowisko. Niestety zbyt standardowy jak na film, który zbiera nagrody np. złoty glob za najlepszy film- to przesada!!!!! Mam nadzieje, że film nie otrzyma również Oscara naj. Film bo same widowisko to chyba za mało jak na obraz roku... Tychy i 3d to męczarnia :( okulary ciężkie i małe nie pozwalają na pełną przyjemność w oglądaniu... |
|
Wysłany przez pafffcio włączone Sty 25, 2010 - 01:52 PM Mój wynik:      Na początku zgadzam się z przedmówcami, że recenzja bardzo udana i co ważniejsze napisana rzeczowo, a nie emocjonalnie :)
Ale chciałem wdać się trochę w polemikę z Andrejewem, bo z kilkoma rzeczami zupełnie się nie zgadzam. Nie chcę się w sumie sprzeczać co do tego czy Awatar,/i> jest wybitny, czy nie – moim zdaniem ocena tego zależy w dużej mierze od tego czym jest dla danej osoby kino. Dla mnie jest to przede wszystkim sztuka audio-wizualna, a co za tym idzie, jeśli scenariusz jest pozbawiony dziur logicznych, a historia wciągająca film może sporo nadrobić efektami. Tym bardziej jeśli to kino rozrywkowe, a nie zapominajmy, że to jest takie kino. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie skomplikowanego, czy głębokiego scenariusza w kinie mainstreamowym (Mroczny rycerz jedynie by się tu łapał). Mało tego, z tego co mi obecnie przychodzi do głowy te scenariusze na ogół są dziurawe jak ser szwajcarski. Tak więc Awatar w swojej kategorii nawet pod względem scenariusza, na który wszyscy psioczą, wypada przyzwoicie. Podkreśliłem w swojej kategorii, bo przecież gatunek ma znaczenie – od horrorów nie wymagamy, żeby śmieszyły, więc od kina rozrywkowego nie wymagajmy, żeby było głębokim dramatem. Dalej jeszcze idąc i odnosząc się do przesłania, porównałbym Awatara do Wall.Ego (a co! Niech się mierzy z najlepszymi!) - przesłanie ekologiczne, scenariusz prosty. Środki wyrazu trochę inne, ale oba filmy czarowały tym, co stworzyli spece od efektów. Stop. Nie tylko spece od efektów. Bo grafik/animator/spec od efektów nie dostaje raczej polecenia ‘zrób jakieś jaszczuro-ptaki, jakieś koniowate mrówkojady i śmieszne owady’. Oni raczej wykonują to, co ktoś wcześniej opisał, naszkicował. I tu peany pod adresem Camerona, że był w stanie najpierw w swojej głowie stworzyć świat, którym dzisiaj każdy się zachwyca. Bo ten świat stworzył on, co prawda rękoma osób które znają się na animacji komputerowej, ale pomysł wyszedł od niego.
I wreszcie najbardziej nie zgadzam się z tym, że za piętnaście lat Awatar zostanie zapomniany. Byłoby tak, gdyby faktycznie nie było to nic więcej, niż efekty. Ja szczerze wątpię, czy nawet gdy technologia 3D na dobre się zadomowi w kinach będą powstawać filmy tak piękne. Do tego trzeba wyobraźni, a dzisiaj film porównywalnie magiczny mógłby stworzyć Burton, Gilliam, może Bekmembetov. Innych reżyserów z wystarczającą wyobraźnią nie widzę. A wyobraźnia jest niezbędna, żeby widza oczarować.
Moim zdaniem po kilkunastu latach pamięta się filmy, które wywarły na nas jakieś wrażenie, fabuła nie musi być porywająca. Wystarczy spojrzeć chociaż na Titanica. Fabuła prosta, a film po jakichś 12 latach nadal jest pamiętany (inna sprawa, że Box Office też zapewnia pamięć, awatar i tu nie może liczyć na zapomnienie). To samo jest z Królem Lwem, czy patrząc dalej wstecz – Przeminęło z wiatrem. Tak będzie też z awatarem, bo chociaż fabułę ma prostą, to jednak strasznie wkręcającą i wzbogaconą piękną fonią i wizją.
I jeszcze jedna rzecz dla której Awatar nie zostanie zapomniany – wystarczy spojrzeć na twarze ludzi wychodzących z kina – takiego zadowolenia jeszcze nigdy nie widziałem na tak wielu mordach. A to przecież tłumy decydują co się pamięta, a o czym zapomina.
Kończę już, bo chyba trochę za bardzo popłynąłem ;)
Pozdrawiam,
Pawcio |
|
Wysłany przez Andrejew włączone Sty 22, 2010 - 12:40 PM Mój wynik:      Niestety, "Avatar" to jeden z najgorszych i najbardziej przereklamowanych filmów w historii kina. Nie jest to ani rewolucja, ani krok milowy, ani tym bardziej arcydzieło. Peany na cześć wirtuozerii wizualnej należy kierować pod adresem speców od FX, a nie Camerona. Jego scenariusz należy nazwać po prostu głupim, nieudolnym i momentami wręcz śmiesznym. "Avatar" to film dla dzieci i młodzieży z tak nachalnym mistyczno-ekologicznym przesłaniem, że aż brzmi to jak bełkot gościa po wypeleniu dobrej porcji marihuany. Trudno mi zrozumieć zachwyt nad tym filmikiem. Za jakieś piętnaście lat nikt o nim nie będzie pamiętał. Dowód? Proszę, aby Kinomaniaczki i Kinomaniacy, bez zaglądania do Googla czy Wikipedii powiedzieli, jaki tytuł nosił pierwszy kolory film w historii kinematografii? To samo będzie z "Avatarem". Gdy technologia 3D zadomowi się na dobre w kinach, a wydaje się to naturalnym biegiem rzeczy, dokonanie Camerona spowije mgła zapomnienia. I dobrze. Nie dajmy sobie wmawiać rzeczy nieprawdziwych. "Avatar" to ciekawostka, na pewno nie dzieło, a już tym bardziej arcydzieło.
A recenzja - całkiem przyjemna w odbiorze i sensownie napisania. Gratulacje. |
|
Wysłany przez Sajgon włączone Sty 10, 2010 - 04:01 PM Mój wynik:      Ciekawy tekst, gratki! Ja również nigdy nie byłem na filmie trójwymiarowym i tak szczerze mówiąc to się nie wybieram. Jeśli na "Avatara" ostatecznie pójdę, to i tak sobie go obejrzę w 2D. Jak oglądam sztucznie stworzone 3D choćby na obrazku to mi się we łbie kręci. Gdy mam ochotę zobaczyć jakieś widowisko w trzech wymiarach to sobie to teatru idę. A Camerona to bym kopnął w tyłek za to co że z prześlicznej Zoe Saldany zrobił jakąś zmutowaną smerfetkę ;-) |
|
|
 |