Spirala strachu - Messages (2007)
Produkcja: Wielka Brytania
Gatunek: Thriller
Data premiery: 2007-06-15 (Świat)
Reżyseria: David Fairman
Scenariusz: Wayne Kinsey, Ivan Levene
Zdjęcia: Simon Dennis
Czas trwania: 102
Obsada:
Jeff Fahey: Dr Richard Murray
Martin Kove: DCI Collins
Kim Thomson: Frances Beale
Jon-Paul Gates: Ojciec Randall
Geraldine Alexander: Carol
Bruce Payne: Dr Robert Golding
I inni...
| |
Patolog, doktor Richard Murray (Jeff Fahey), osiem miesięcy temu stracił swoją ukochaną żonę. Choć czas pędzi do przodu on nadal nie potrafi „stanąć na nogi” i odbudować sensu swojego życia. Poznajemy go w momencie, kiedy popada w alkoholizm, dręczą go koszmary senne, nie jest w stanie pracować. Lunatykuje. Na domiar złego zaczyna otrzymywać niewyjaśnione wskazówki dotyczące kolejnych młodych kobiet, które następnego dnia stają się jego pacjentkami na stole autopsyjnym w prosektorium. W okolicy rozpoczyna się dochodzenie w sprawie seryjnego zabójcy. Detektyw Collins (Martin Kove) łącząc kolejne fakty kieruje swe podejrzenia ku osobie doktora Murray’a. Podejrzany pomimo że świadomie nie popełnił żadnej zbrodni, stopniowo sam przestaje wierzyć w swoją niewinność. Czy ostatnie brutalne morderstwa mogły być dziełem lunatyka?
Seans rozpoczął się obiecująco. Niezła muzyka i duszne, nieco zamglone zdjęcia zdawały się tworzyć nienaganny klimat rozwijającej się powoli fabuły. Jak na thriller przystało. Niestety im dalej tym gorzej. Kiedy akcja filmu miała już nabierać tempa w obrazie Davida Fairmana stopniowo zaczęły pojawiać się kolejne mankamenty. Pierwszą oznaką słabości „Spirali strachu” okazał się być dramatycznie niski poziom aktorstwa, który należy porównać do kanonu brazylijskiej telenoweli. Drętwe dialogi i bardzo nieprzekonywujące wyrażanie emocji przez bohaterów filmu, z występem Jona-Puala Gatesa w roli księdza Randalla na czele, prowokowały zniecierpliwienie i rozdrażnienie widza. Następny nieprzyzwoicie słaby element filmu Fairmana to niesamowicie dziurawy i nielogiczny scenariusz. Skąd u licha amerykański detektyw, nazywający sam siebie kowbojem z Teksasu znajduje się w środku Anglii i prowadzi śledztwo znając całą okolicę jak własną kieszeń? O co chodziło doktorowi Goldingowi, który próbował naprowadzić agenta Collinsa na fałszywy trop dotyczący zabójcy? To tylko niektóre przykłady luk scenariuszowych, którymi można się po prostu zakrztusić. Inne „ciekawe” pomysły scenarzystów zahaczyły nawet o absurd, więc kolejnych wątków wolę już nie analizować. Na dobitkę widzom zaaplikowano jeszcze naprawdę kartonowy motyw romansu Murray’a i jego koleżanki ze szkolnej ławy. Coś się przecież dziać musiało.
Mimo wszystko reżyserowi udało się wprowadzić do swojego filmu wyraźny motyw przewodni, wokół którego budował napięcie. Nie udało mu się jednak wyeliminować poczucia nudy. Nawet jeżeli w pewnym momencie rozwiązanie zagadki zabójcy stało się ciekawe, wszystko zniszczyła scena finałowa, która wyjaśniła intrygę w sposób, nazwijmy to... nie taki, jakiego byśmy wszyscy oczekiwali. Innymi słowy obrazowi Fairmana brakowało napięcia, czyli cechy, która powinna charakteryzować klasyczny thriller. „Spirala strachu” nie należy może do najgorszych filmów, jakie widziałem, ale nie wyróżnia się niestety niczym szczególnym. Raczej nie polecam.
Ocena Filmu: 

By Tcharekh
Nadesłane dnia: 2010.02.01
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Dodane: Poniedziałek, Luty 01, 2010 Recenzent: Tcharekh Wynik:   odsłon: 293 Język: pol
|