Hotel zła 2 - Fritt vilt II (AKA Fritt vilt 2 / Cold Prey 2) (2008)
Produkcja: Norwegia
Gatunek: Horror
Data premiery: 2008-10-10 (Świat)
Reżyseria: Mats Stenberg
Scenariusz: Thomas Moldestad
Zdjęcia: Anders Flatland
Muzyka: Magnus Beite
Od lat: 15
Czas trwania: 90
Obsada:
Ingrid Bolsø Berdal - Jannicke
Marthe Snorresdotter Rovik - Camilla
Kim Wifladt - Ole
Fridtjov Såheim - Herman
Johanna Mørck - Audhild
Mats Eldøen - Sverre
Robert Follin - Geir Olav Brath
| |
W roku 2006 najpierw Europę, a później resztę świata z prędkością światła obiegła wieść o znakomitym horrorze zrealizowanym w Norwegii. Na początku ciężko było mi w to uwierzyć, jednak seans, który dane było mi przeżyć dzięki Horror Festiwalowi utwierdził mnie w przekonaniu, że jeżeli ktoś dysponuje odpowiednim scenariuszem jest w stanie w każdym zakątku globu zrealizować porządny film. Sukces „Fritt vilt”, bo o tym obrazie mowa, był tak duży, że do realizacji sequela przystąpiono, gdy część pierwsza jeszcze emitowana była w kinach. Biorąc pod uwagę to, jak zakończył się projekt Roara Uthauga maiłem troszeczkę mieszane uczucia do kontynuowania opowieści o bezwzględnym mordercy z opuszczonego górskiego hotelu. Jednak ile to już razy negatywni bohaterowie wracali zza światów, by znów zapolować na Bogu ducha winnych ludzi? Setki, a może nawet tysiące! Nie pozostało więc nic innego jak tylko zasiąść do projekcji „Fritt vilt 2” i po raz 1001 przekonać się, że śmierć szerokim łukiem omija tych, co przynoszą zysk…
Kontynuacja zaczyna się dokładnie w tym miejscu, w którym kończy się jedynka. Jannicke po traumatycznych przejściach z trudnością dociera do drogi, gdzie zostaje zauważona przez pracownika straży miejskiej. Chwilę później już pod opieką służb medycznych budzi się w szpitalu. Tam też odwiedzają ją policjanci w celu zebrania zeznań, zeznań, które wraz z rozwojem opowieści dziewczyny przekształcają się w historię co najmniej nieprawdopodobną. Wszystko jednak zmienia się diametralnie, gdy stróże prawa odwiedzają miejsce, gdzie teoretycznie miało znajdować się ciało zabójcy i zamordowanych przyjaciół Jannicke. Praktycznie, poza wymienionymi osobami, funkcjonariusze natrafiają na setki innych ciał… Z masowego grobu w pierwszej kolejności wydobyto, a następnie przewieziono do miasta zwłoki znajomych dziewczyny, oraz ich oprawcy. Już w szpitalu jedyna ocalała miała zidentyfikować poszczególne osoby i choć bardzo tego nie chciała w końcu zeszła do kostnicy. Morten Tobias, Eirik, Mikael i… w tym momencie niespodziewanie oznaki życiowe wykazał Geir Olav Brath, czyli dobrze nam znany rzeźnik z hotelu zła…
Jak już wspomniałem w pierwszym akapicie, pośpiech w realizacji sequela był tak duży, że wiele osób związanych z realizacją odsłony pierwszej nie mogło wziąć udziału w pracach nad kontynuacją. Jedną z „ofiar” tego zamieszania stał się nawet sam ojciec sukcesu filmu z 2006 roku, czyli reżyser Roar Uthaug. Po tym jak już oficjalnie dowiedział się on o braku angażu do dwójki, z wolna zaczął przygotowywać familijną produkcję fantasy, „Julenatt i Blåfjell”. Miejsce pana Uthauga na fotelu dowodzenia zajął debiutujący przed kamerą Mats Steinberg. Biorąc pod uwagę to, że sequel miał być ścisłą kontynuacją wydarzeń z jedynki, troszeczkę obawiałem się tej zmiany, lecz czy moje obawy ostatecznie znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości, przekonacie się już za chwilę…
To, co od pierwszych minut rzuciło mi się w oczy, to fakt, że twórcy niemal całkowicie zmienili koncepcję filmu. Jak doskonale pamiętamy akcja w obrazie z 2006 roku rozgrywała się daleko w górach. Kiedy młodzi ludzie wpadli w kłopoty, było niemal pewne, że nikt nie przyjdzie im z pomocą. Uczucie absolutnej izolowania od świata, znakomicie działało na naszą wyobraźnię, dlatego odstąpienie od tego pomysłu wydawało się posunięciem dalece ryzykownym. W części drugiej centrum wydarzeń staje się natomiast olbrzymi szpital, położonym kilkanaście metrów od miasta. Czy jednak los głównych bohaterów produkcji Matsa Steinberga jest choć troszkę lepszy? Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, wszystko jednak zweryfikuje rzeczywistość. A jest ona taka, że placówka, choć gigantyczna, miała zostać zamknięta, dlatego ilość znajdujących się tam osób można było policzyć na palcach jednej ręki. Dodatkowo okolice szpitala nie były jakoś wyjątkowo zaludnione, stąd konfrontacja głównych bohaterów z bezlitosnym mordercą zbytnio nie różniła się od tej, którą zaserwował nam Roar Uthaug. Z pewnością cieszy też fakt, że obraz nie stracił za wiele ze swojej brutalności. Powiedziałbym nawet, że krwawych scen jest jeszcze więcej niż w jedynce. Dodatkowym plusem jest ich realizacja, w której z pewnością nie ma miejsca na jakąś amatorkę. Na plus zaliczam też muzykę, której choć z pewnością wybitną nazwać nie można, to jednak w kontekście budowania nastroju grozy sprawdza się bardzo dobrze.
Niestety w części drugiej troszeczkę siadła nam historia. Poza „nieprawdopodobnym” powrotem do życia Geira Olava Bratha, nie mogłem też za nic zrozumieć postępowania głównych bohaterów, którzy jak na rasowy slasher przystało, robili wszystko by zginąć. Dość absurdalnym wydaje się też postawa naszej głównej bohaterki, Jannicke. W części pierwszej robiła ona wszystko by uciec swemu oprawcy, w sequelu do pewnego czasu zachowywała się podobnie (co jest rzeczą naturalną), by pod koniec wziąć sprawy w swoje dłonie i z ofiary stać się rządną krwi łowczynią. No cóż, niektórzy powiedzą, że swego czasu podobną kreację stworzyła Sigourney Weaver w serii „Obcy”, jednak z całym szacunkiem dla pani Ingrid Bolsø Berdal, jej postać w konfrontacji z twardą Ripley, wybada niewybaczalnie słabo… W kilku miejscach drażnił mnie też chaotyczny montaż. Można powiedzieć, że jest to częsty przypadek w obrazach debiutantów, którzy nie wiedząc do końca jak coś sfilmować, uciekają się do tanich sztuczek na linii montażowej.
Mimo wszystko druga odsłona „Hotelu zła” może się podobać. Szczególnie przypadnie ona do gusty wszystkim tym co podobała się jedynka oraz miłośnikom rasowych slasherów. Oczywiście część ta zostaje troszeczkę w tyle za dziełem Roara Uthauga, jednak w dobie seryjnie marnowanych kontynuacji głośnych produkcji prezentuje się całkiem przyzwoicie. Mroczny klimat, szybka akcja, kilka naprawdę mocnych scen i dobrze dopasowana muzyka sprawiają, że seans mija nam bez większych zgrzytów. Dlatego choć nikomu nie życzę bezpośredniego noclegu w owym hotelu, to jednak szybkie jego zwiedzanie nie powinno nikogo zabić…
Ocena Filmu: 

By MysticMan
Nadesłane dnia: 2010.02.01
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Dodane: Poniedziałek, Luty 01, 2010 Recenzent: MysticMan Wynik:    odsłon: 279 Język: pol
|