Che - Rewolucja - Che: Part One (2008)
Produkcja: Francja, Hiszpania, USA
Gatunek: Dramat historyczny, Biograficzny
Data premiery: 21.05.2008 (Świat), 03.04.2009 (Polska)
Reżyseria: Steven Soderbergh
Scenariusz: Peter Buchman
Zdjęcia: Steven Soderbergh
Muzyka: Alberto Iglesias
Obsada:
Benicio Del Toro – Ernesto Che Guevara
Rodrigo Santoro – Raul Castro
Franka Potente – Tamara Bunke
Benjamin Benitez – Harry
Victor Rasuk – Rogelio Acevedo
Czas trwania: 126
Na podstawie dziennika Reminiscences of the Cuban Revolutionary War Ernesto Che Guevary
| |
Wiele na studiach widziałem, przeciskanie herbaty przez bieliznę, przechodzenie przez ściany, a nawet latającego Holendra we własnej osobie, ale takiego leku na bezsenność, jak nowy film Soderbergha, nie wymyśliłby chyba nawet najzdolniejszy student!
Omawiany film jest jedną z części dyptyku składających się na biograficzną opowieść o rewolucjoniście Ernesto Rafaelu Guevarze de la Serna, bo tak naprawdę nazywał się gość widniejący na co dziesiątej naszywce.
Akcja zaczyna się w roku 1964, kiedy to jesteśmy bezpośrednimi świadkami wywiadu przeprowadzanego przez amerykańską dziennikarkę Lisę Howard. Ten dialog jest pewnym łącznikiem, który przenosi nas raz do wydarzeń z lat 50, kiedy to Che zaangażowany był w zbrojny konflikt z wojskami prezydenta Batisty, a innym razem chociażby na obrady ONZ, gdzie słynny Argentyńczyk przemawiał na oczach świata. Taka konstrukcja powoduje załamanie chronologii i przeplatanie się czarno-białego obrazu z kolorowym. Mimo wszystko nie jest to aż tak pogmatwane, jakby się mogło wydawać. Całość została dosyć klarownie przedstawiona, szkoda tylko, że bez krzty akcji i duszy!
Che ciągnie się jak flaki z olejem wrzucone do smolistego sosu. Tempo film ma żadne, bo jak inaczej określić tłuczenie dialogów politycznych i mało konkretnych no toper przez 120 minut?! Bohaterowie gadają o ważnych sprawach, ale widza to tyle obchodzi co zeszłoroczny śnieg, którego z resztą nie było. Jest po prostu nudno! Nuda, nuda, nuda, nudą poganiana! Pierwszy film, który przyszedł mi do głowy zaraz po seansie, a był równie stawiający na nogi, to Good Night and Good Luck. Tam również wszystko dookoła było ładne i w ogóle, ale co z tego skoro fabuła mogła prędzej zabić, niż być przyczyną solidnej rozrywki. Na takim filmie mózg się resetuje i nie przeszkadza Ci nawet dym, który z ekranu wręcz wypływa. Ogólnie palenie cygar to jedne z ciekawszych momentów w całej produkcji Soderbergha. Wszak te kubańskie należą do elity!
Filmu nie ratuje nawet sam Benicio Del Toro, który przypomina Guevare i to bardzo, ale film to nie konkurs sobowtórów. Lepiej zagrać kogoś, niż go przypominać, takie moje zdanie.
Che - Rewolucja pogrąża się sam. Widz czeka na jakąś akcję, coś konkretnego, coś co było w zwiastunie motorem napędowym i przyciągnęło nas do pełnej wersji filmu. A tu co? Przy pozytywnym scenariuszu możemy przypuszczać, że widz zaśnie i przyśnią mu się walki zbrojne z prawdziwego zdarzenia na ulicach Santa Clara, bo w filmie jest to pokazane strasznie powierzchownie. Coś jak w niedawnym filmie Bugajskiego (Generał Nil) - tam również akcje z karabinami wyglądały jak przez okno.
Reasumując, gdy dodamy do tego wszystkiego przyzwoite zdjęcia i dobrą ścieżkę dźwiękową, to mamy nowy film, wcale niegłupiego reżysera. Nie wiem co poszło nie tak, ale tym filmem Soderbergh chyba przyspieszył swoją wcześniejszą emeryturę.
[Film obejrzałem na 25. AFF-Erze Filmowej, która odbyła się w dniach 17-22 stycznia w Bydgoszczy]
Ocena Flimu: 

By kAMSON
Nadesłane dnia: 2010.02.03
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Dodane: Środa, Luty 03, 2010 Recenzent: kAMSON Wynik:   odsłon: 329 Język: pol
|