Gatunek - Species (1995)
Produkcja: USA
Gatunek: science fiction
Data premiery: 7.07.1995 (Świat), 17.11.1995 (Polska)
Reżyseria: Sam Donaldson
Scenariusz: Dennis Feldman
Zdjęcia: Andrzej Bartkowiak
Muzyka: Christopher Young
Obsada:
Natasha Henstridge: Sil
Ben Kingsley: Xavier Fitch
Michael Madsen: Preston Lennox
Marg Helgenberger: Dr Laura Baker
Forest Whitaker: Dan Smithson
Alfred Molina: Dr Stephen Arden
Czas trwania: 108 min.
Od lat: 15
| |
Esencją Gatunku jest polowanie. Rola zwierzyny przypada Sil – zbiegłej z laboratorium hybrydzie powstałej na skutek skrzyżowania ludzkiego DNA z pozaziemskim materiałem genetycznym. Jej pierwsza cecha charakterystyczna to nadnaturalnie szybki wzrost – postać dorosłą osiągnęła w pół roku. Jest znacznie silniejsza od człowieka, posiada zdolność błyskawicznej regeneracji obrażeń oraz podwyższoną odporność na ból. Ściga ją zespół złożony z naukowców różnych specjalizacji, empaty potrafiącego wczuwać się w sferę emocji innych ludzi oraz zawodowego mordercy. Cel jest jeden – dopaść i zlikwidować Sil zanim ta zdąży się rozmnożyć. Aha, dodajmy przy tym, że na pierwszy rzut oka nasza poszukiwana wygląda jak piękna kobieta, co mocno komplikuje pracę naszym „pościgowym”.
Bazując na prostym schemacie fabularnym reżyser Sam Donaldson nakręcił zgrabne kino akcji ubrane w elementy science fiction i horroru. Pierwsza odsłona Gatunku jest zdecydowanie najlepszą z liczącej jak dotąd cztery części serii. Szkoda, że po artystycznym i komercyjnym sukcesie „jedynki” nastąpiła degrengolada tego cyklu, przez co nie ma on najlepszej opinii zarówno krytyków jak i u widzów. W niniejszej recenzji trzymajmy się jednak tego co dobre, czyli otwierającego sagę filmu z 1995 roku. A ta produkcja ma sporo do zaoferowania.
Przede wszystkim może niezbyt skomplikowany, lecz spójny i ciekawie pomyślany scenariusz. We wszelkich filmach polegających na „zabawie w kotka i myszkę” widz oczekuje, że próbujący się nawzajem przechytrzyć oponenci będą uciekać się do przeróżnych sztuczek oraz niejednokrotnie mijać się o włos i to mamy w Gatunku. Akcja toczy się naprzód szybkim tempem nie pozostawiając czasu na nudę. Film został przy tym ładnie odegrany, w końcu na planie znaleźli się bardzo solidni, doświadczeni aktorzy z Benem Kingsleyem na czele.
Ekran kradnie dla siebie jednak całkowita debiutantka – licząca wówczas 21 wiosen śliczna kanadyjska modelka Natasha Henstridge. Bez niej Gatunek by nie zaistniał. Jej rola wywołała medialną burzę, zresztą ku zaskoczeniu samej odtwórczyni. Poszło o kilka rozbieranych scen, w których zademonstrowała niezwykłą pewność siebie. Zresztą właśnie dzięki temu one „działają” – widać, że Sil nie zależy na żadnych miłosnych uniesieniach – ona po prostu poczuła silny instynkt macierzyński i wszystko ma się odbyć tu i teraz. Dzięki temu kilka jej „podejść do zajścia” nabiera cech groteski czy wręcz humoru. Ponadto nasza „pólkosmitka” budzi poniekąd sympatię. Owszem morduje bez mrugnięcia okiem, ale jedynie wtedy gdy poczuje się zagrożona. Nie zabija dla zabawy.
O ile jej ludzka postać jest po prostu super, to z jej „bojową” wersją, w którą przekształca się w krytycznych momentach sprawa wygląda nieco słabiej. Opracował ją H.R. Giger – ten sam człowiek, który wymyślił sylwetkę Obcego. Obca forma tytułowego Gatunku nie wygląda źle, ale do koleżki z pokładu Nostromo trochę jej brakuje. Niestety kilka pomysłów Gigera np. umożliwienie strzelania pnączami z sutków, było w mojej ocenie zupełnie nietrafionych i zalatywało kiczem. No ale cóż, mówi się trudno. Dobrze natomiast, że nasza Sil w „zmutowanej” postaci pojawia się na ekranie stosunkowo rzadko, dzięki czemu ta forma wygląda dostatecznie tajemniczo.
Gatunek nie jest jakimś wybitnym dziełem SF ale też nie rościł sobie do tego pretensji już na starcie. Miał być dobrym, trzymającym w napięciu kinem i takim też jest. Został przy tym ładnie sfotografowany (ukłony w stronę jednego z naszych w Hollywood – Andrzeja Bartkowiaka) i zmontowany, a muzyka skomponowana przez chyba niedocenianego Christophera Younga (m.in. Dotyk przeznaczenia (2000), Egzorcyzmy Emily Rose (2005), Wrota do Piekieł(2009)) stanowi jego świetne dopełnienie. Na deser otrzymujemy szczyptę humoru słownego i sytuacyjnego. Jeśli ktoś nie widział Gatunku, lub co gorsza zna tę serię wyłącznie z kontynuacji, polecam.
Ocena Filmu: 

By Sajgon
Nadesłane dnia: 2010.07.03
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Dodane: Niedziela, Lipiec 04, 2010 Recenzent: Sajgon Wynik:    odsłon: 202 Język: pol
|