Recenzje Września 10'
11

Żołnierze Kosmosu 3: Grabieżca - Starship Troopers 3: Marauder (2008)
Żołnierze Kosmosu II - Starship Troopers 2: Hero of the Federation (2004)
Żołnierze Kosmosu - Starship Troopers (1997)
Skąd bierze się fascynacja Bollywoodem? (Publicystyka)
Edyta Bartoszewicz - Skłamałam (1997) (Teledyski)
Wschodnie obietnice - Eastern Promises (2007)
Trzy dni bez wyroku (1991)
Henryk V - Henry V (1989)
Niewiniątka - The Children’s Hour (1961)
Apartament - Wicker Park (2004)
Jestem (2005)


--= Więcej =--
(z ostatnich 6 miesięcy)

Facebook

Menu Główne
Moje Konto
Wyloguj

Szukaj



Chat


Nagrody Filmowe
Srebrne Kadry

Scenariusze

Śmiesznie :-)
Strasznie :0

Cytaty Filmowe

Quizy & Konkursy
Archiwum quizów

News

Dodaj News

Inne

Do Pobrania
Bannery & Reklamy

Użytkownicy Serwisu

Poleć Nas
Pogoda

Blogi filmowe
Filmowe konkret - słowo

Patron Medialny

Radio FTB

Radio Internetowe


Dystrybutorzy
Monolith Films
Monolith Plus
VISION
Anime Gate
Imperial – Cinepix
Kino Świat
Forum Film Poland

Wypożycz Film
Video World
TOP 20

Wyróżnienia
Katalog Gwiazdor


Wilkołak - Wolfman, The (2010)



Produkcja: USA, Wielka Brytania
Gatunek: Horror

Data premiery: 26 lutego 2010 (Polska), 27 stycznia 2010 (Świat)

Reżyseria: Joe Johnston
Scenariusz: Andrew Kevin Walker, David Self
Zdjęcia: Paul Haslinger , Danny Elfman
Muzyka: Shelly Johnson

Od lat: 15
Czas trwania: 103

Obsada:

Simon Merrells - Ben Talbot
Gemma Whelan - Gwen's Maid
Emily Blunt - Gwen Conliffe
Benicio Del Toro - Lawrence Talbot
Mario Marin-Borquez - Young Lawrence
Asa Butterfield - Young Ben
Cristina Contes - Solana Talbot
Anthony Hopkins - Sir John Talbot
Hugo Weaving - Abberline



„Wilkołak” A.D. 2010, czyli remake’ów ciąg dalszy… Osoby, które od czasu do czasu odwiedzają nasz portal, zdążyły się przyzwyczaić do tego, że gdy zabieram się za pisanie recenzji jakiegoś remake’u najczęściej odświeżam też pamięci dzieło oryginalne. Tym razem miało tak nie być, gdyż pierwowzór powstał w roku 1941 i z nową wersją nie ma prawie nic wspólnego. W zasadzie tylko mglisty rys fabularny nawiązuje do klasycznego filmu George’a Wagnera i to właśnie był jeden z powodów, dla których miałem zrezygnować z opisania oryginału. Ostatecznie jednak, na ów wyczyn się porwałem. Dlaczego? Tego dowiecie się z recenzji obrazu pana Wagnera… Za nową wersję „Wilkołaka” odpowiedzialny był Joe Johnson, twórca, który znany jest szerszej publiczności z obrazów „Jumanji” i „Jurassic Park 3”. Powiem szczerze, że ja osobiście nie jestem zagorzałym fanem tego reżysera i jakoś zupełnie z boku śledziłem jego poczynania na planie „Wilkołaka”. Nadzieją napawała obsada, obawiałem się zaś przesadnie wysokiego budżetu i utopieniu całej historii w natłoku efektów specjalnych. Który ze scenariuszy wziął górę? Zapraszam do lektury…

Lawrence Talbot (Benicio Del Toro) po długim pobycie w Ameryce wraca do swojego rodzinnego domu w wiktoriańskiej Anglii. Niestety decydując się na powrót nie kierował się sentymentem lecz wieściami o tragicznej śmierci swojego brata, którego rozszarpane ciało znaleziono porzucone w rowie. Już na miejscu przysięga on swojej szwagierce, że za wszelką cenę dowie się co spotkało Bena. Od tej pory rozpoczyna on prywatne śledztwo, które prowadzi go do obozu Cyganów. W czasie gdy zasięgał tam języka koczowisko zostaje zaatakowane przez dziwne stworzenie przypominające wilka. Podejmując walkę Lawrence zostaje pogryziony przez bestię i tylko cudem uchodzi z życiem. Z czasem w jego organizmie zaczynają zachodzić pewne zmiany i wraz ze zbliżającą się pełnią księżyca, jego spokojna natura zostaje zastąpiona gwałtownością i agresją. Czy zdoła on poskromić w sobie żądze krwi? Kto stoi za bestialskimi morderstwami? Na postawione pytania odpowiedzi szukajcie w filmie.

„Wilkołak” to obraz, który powstając przeszedł prawdziwe piekło. Doszło nawet do niecodziennego zdarzenia i ostatecznie tytuł ten do kin trafił tylko i wyłącznie dzięki wytwórni. Odłączeni od końcowych prac twórcy nie mieli już żadnego pomysłu na to, jak to wszystko poskładać w spójną całość. Sytuacji w żaden sposób nie poprawiło kilkukrotne przesuwanie premiery, seria dokrętek, zmiany w obsadzie i czternastokrotne przemontowanie. Wszystkie te manewry spowodowały niemal podwojenie już i tak gigantycznych pieniędzy (szczególnie jeżeli idzie o kino grozy) i ostatecznie budżet produkcji zamknął się na kwocie $150 mln! Wreszcie po wszelkich bólach i mękach widzowie doczekali się premiery „Wilkołaka”, który niestety zbyt ciepło nie został przyjęty…

Chyba wszyscy miłośnicy kina zdają sobie sprawę, że ogólnie filmy opowiadające o wilkołakach w historii kinematografii nigdy łatwo nie miały. I choć z pewnością każdy z nas jest w stanie wymienić choć kilka interesujących pozycji z ich udziałem to jednak do perfekcji zawsze sporo brakowało (no może poza „Wilkiem” z 1994). Niestety tym razem jest bardzo podobnie i choć budżet był ogromny, wielkie nazwiska znalazły się w obsadzie, a twórcy mieli jasną wizję tego jak wszystko ma wyglądać (wszak jest to remake) to i tak wyszła z tego bardzo płytka historia, która w wielu miejscach bardziej śmieszy niż przeraża…

Początkowe minuty filmu jednak nie zwiastowały rozczarowania. Wręcz przeciwnie, skąpana w gęstej mgle wiktoriańska Anglia zdawała się być idealnym planem do opowiedzenia mrożącej krew w żyłach historii. Gotycki klimat i niemal surowe kadry z łatwością potrafią zaszczepić w nas uczucie lęku i niepokoju. Dodatkowo całkiem sprawnie wszystko uzupełniała mroczna muzyka, za którą odpowiedzialnych było dwóch znakomitych kompozytorów, ten kojarzony głównie z horrorem Paul Haslinger i ten biorący udział w wielu superprodukcjach Danny Elfman. Niestety wszystko to legło w gruzach, gdy akcja miała ruszyć do przodu. Gdzieś od 10 do 20 minuty na ekranie towarzysz nam taki chaos, że za nic nie możemy się w nim odnaleźć. Wszystko to wygląda tak jakby ktoś puścił nam serię luźnych kadrów i chciał abyśmy na ich podstawie sklecili sobie jakąś sensowną fabułę. Pojawiające się jakieś dziwne retrospekcje absolutnie nie rzucają nam światła o co tak naprawdę chodzi w filmie. Zagubieni w tym wszystkim wydają się być też aktorzy, którzy pomimo sporego filmowego doświadczenia nie są nas wstanie przekonać do granych przez siebie postaci. Przygaszony Benicio Del Toro, całkowicie rozkojarzony Anthony Hopkins i nazbyt porywczy (choć z genialnym akcentem) Hugo Weaving tylko swoim naturalnym geniuszem ostatecznie ratują ten obraz przed całkowitą porażką (o Emily Blunt wspomnę tylko jak o ślicznej dekoracji…). Najgorzej, że cała „zawiłość” fabuły jest tak banalna, iż na koniec seansu mało kto będzie zaskoczony. Brak pomysłu na prowadzenie akcji jak na złotej tacy podaje nam rozwiązanie całej intrygi gdzieś w połowie filmu. Dlatego do końca cieszyć już tylko możemy się z widowiskowych efektów specjalnych.

To właśnie pracę ekspertów od CGI można tu pochwalić najbardziej. Szczególnie podobać może się przemiana bohaterów w wilkołaki, czyli element, który najczęściej leży w horrorach z tymi bestiami. Znakomicie też udało się odtworzyć wiktoriańską Anglię, która dzięki efektom komputerowym i estetycznym dekoracją wygląda naprawdę wiarygodnie. Jak już wspomniałem wcześniej nie można przyczepić się do muzyki, która trzyma wysoki poziom od pierwszej do ostatniej minuty. Podobać mogą się też zdjęcia, w które w wielu scenach trzeba było włożyć naprawdę sporo pracy. Jako ciekawostkę zaliczającą się na plus można też uwzględnić tu nawiązanie do „Hamleta”, z którego kilka scen udało się podciągnąć pod opowieść o bestialskim monstrum.

Mimo wszystko seansu „Wilkołaka” A.D. 2010 nie zaliczam do udanych. Jest to film bardzo męczący, które niestety kuleje niemal w każdym elemencie. Problemy z jakimi musieli się zmierzyć twórcy bardzo negatywnie przełożyły się na efekty końcowy tego obrazu. Chaos, niespójności, makabryczny montaż i brak pomysłu na prowadzenie akcji spychają ten film w głęboką szarość. A przecież od tak znanych osób wymaga się naprawdę ciekawych widowisk. Tym razem jednak sprawiedliwości stało się zadość i „Wilkołak” stał się jedną z pierwszych klap finansowych roku 2010 (wpływy z całego świata zamknęły się na $140 mln). Nie pomogły głośne nazwiska, znany reżyser i olbrzymia reklama. Nie pomogły, bo zwyczajnie pomóc nie mogły. Nie mam w zwyczaju pastwić się jak jakiś wygłodniały wilkołak, na wielkich produkcjach, które chcą z powrotem przywrócić świetność produkcją spod znaku grozy, dlatego pomału będę kończył. Pewnie i tak większość miłośników horrorów już ten film widziała i ma o nim określone zdanie. Na pewno znajdą się osoby, którym film ten może się spodobać, ale ja z pewnością do takich nie należę i nikomu na siłę polecał go nie będę. Tak więc, jeżeli macie ochotę na jakiegoś wilkołaka możecie ten tytuł zaatakować, jeżeli zaś nie, po prostu zostawcie go w spokoju…


Ocena Filmu:


By MysticMan

Nadesłane dnia: 2010.07.09

Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com


Przeczytaj również:

Wilkołak – Wolf Man, The (1941)


Dodane:  Środa, Lipiec 14, 2010
Recenzent:  MysticMan
Wynik:
odsłon: 150
Język: pol

  

[ Powrót do indeksu recenzji ]


Wysłany przez Sajgon włączone Sie 17, 2010 - 06:40 PM
Mój wynik:

A ja powiem tak: ani mnie nie zaskoczył na plus ani nie rozczarował. Ode mnie również 4/10.


Wysłany przez elkamel włączone Sie 10, 2010 - 10:39 PM
Mój wynik:

Film śmieszny w swojej straszności - banalna fabyła, przewidywalne zwroty akcji i jak dla mnie kiepski klimat mimo niezłych efektów specjalnych. Jeśli ktos nie lubi horrorów, bo się ich boi niech obejrzy - ten go na pewno nie przestraszy.


Wysłany przez lukhan86 włączone Lip 17, 2010 - 10:01 PM
Mój wynik:

film bardzo przewidywalny, banalna historia o wilkolakach. Nie zaciekawil mnie, nie pomogła nawet obsada Anthonego Hopkinsa. Mam wrażenie że zostal zrobiony na siłę, ponieważ tego typu horrory są teraz modne. jedyny plus to ciekawe efekty specjalne. Myslę, że nie mogę polecic tego filmu z jednej prostej przyczyny - nuuuuda;) jedynymi, którzy mogą go obejrzeć są pasjonaci tej tematyki.


Wysłany przez Conrados włączone Lip 15, 2010 - 03:25 PM
Mój wynik:

Odpowiem tak pierwowzoru nie widziałem i pewnie nigdy nie zobaczę bo osobiści nie podobają mi się tak stare filmy, gdyż bardziej mnie takie Horrory śmieszą a niżeli straszą. Co do dzieła z 2010 mam zdanie jedno wielki średniak na 5/10 Hopkins i Del Toro to ikony kina a i takim wpadki się zdarzają . Recenzja dosłowna i zgadzam się niemalże w 100% choć ocenkę mam troszkę wyższą.. :)

Strona wygenerowana przez Postnuke 0.726. Kinomaniaki.com By 2004/2008 . .