Istota - Splice (2009)
Produkcja: Francja, Kanada, USA
Gatunek: Horror, Thriller, Sci-Fi
Data premiery: 18 czerwca 2010 (Polska), 6 października 2009 (Świat)
Reżyseria: Vincenzo Natali
Scenariusz: Vincenzo Natali, Doug Taylor, Antoinette Terry Bryant
Zdjęcia: Tetsuo Nagata
Muzyka: Cyrille Aufort
Od lat: 15
Czas trwania: 104
Obsada:
Adrien Brody - Clive Nicoli
Sarah Polley - Elsa Kast
Delphine Chanéan - Dren
Brandon McGibbon - Gavin Nicoli
Simona Maicanescu - Joan Chorot
David Hewlett - William Barlow
Abigail Chu - Child Dren
| |
…(1) A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? (2) Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, (3) tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. (4) Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! (5) Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. (6) Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł…
Biblia Tysiąclecia, Księga Rodzaju, Rozdział 3
Źródło: http://www.biblia.info.pl
„Istota” to najnowsze dzieło filmowca Vincenzo Natalego, o którym świat usłyszał w 1997 roku za sprawą znakomitego thrillera „Cube”. Dziś jego debiutancki obraz uznawany jest za tytuł absolutnie kultowy. To właśnie z niego pełnymi garściami czerpali chociażby twórcy „Piły”. Produkcje, za które od początku do końca (scenariusz i reżyseria) odpowiada Vincenzo Natali bez wątpienia można scharakteryzować jako odrazy dogłębnie badające ludzką psychikę. Nie inaczej jest z „Istotą”, która jako film, przede wszystkim pełni rolę dokładnego studium naszej natury…
Dwoje ambitnych naukowców, Elsa (Sarah Polley) i Clive (Adrien Brody), zajmuje się badaniami nad DNA różnych gatunków roślin i zwierząt. Owocem ich pracy jest nowa forma życia, która oczywiście w przyszłości ma być lekarstwem na większość znanych nam schorzeń genetycznych. Kiedy pierwszą swoją, wydawać by się mogło, udaną pracę przedstawiają swoim przełożonym, zamiast awansu i pozwolenia na kolejne eksperymenty zostają wstrzymani w dalszych pracach. Wszystko za sprawą zysków, które to w końcu miały przynieść ich badania. Dlatego zamiast nowych wyzwań Elsa i Clive mają dogłębnie zbadać nowopowstałą formę życia. Niestety to dla nich za mało. Oni chcą iść dalej, chcą nie tylko krzyżować DNA przeróżnych roślin i zwierząt, ale do tego wszystkiego dodać jeszcze DNA ludzkie… Oczywiście ze względów etycznych nikt z przełożonych nie zezwoliłby im na takie badania, dlatego Elsa namawia Clive’a, aby kolejny etap prac przeprowadzili w tajemnicy przed wszystkimi. Jak postanowili tak zrobili, a z efektu ich badań zrodziła się Dren, humanoidalna istota, łącząca w sobie geny najważniejszych gatunków na naszej planecie…
Kiedy przeglądałem liczne fora i recenzje poświęcone najnowszemu dziełu Vincenzo Natalego, niemal wszędzie dało się zauważyć liczne porównania „Istoty” do gotyckiej powieści Mary Shelley „Franknstein”. Z pewnością tak jest, jednak jak sami zauważyliście ja we wstępie pozwoliłem sobie zacytować fragmenty Biblii, gdyż wydaje mi się, że to właśnie ta najbardziej znana księga na świecie stała się główną inspiracją dla pana Natalego w realizacji tego filmu. Skąd te wnioski? Śpieszę z odpowiedzią…
Oczywiście sama „zabawa” w Boga, czyli ingerencja w DNA wszelakich ziemskich gatunków i tworzenie na ich podstawie zupełnie nowego życia, jest chyba najbardziej rzucającym się w oczy faktem, który łączy „Istotę” z Biblią. Jednak to tylko początek. Kolejne minuty tego obrazu przedstawią nam niemal całą Księgę Rodzaju pisaną językiem współczesnego człowieka. Losy Adama i Ewy zostają przedstawione za pomocą historii Elsy i Clive’a. Choć oboje tworzyli niemal doskonały związek, opierający się na wspólnej pasji i zainteresowaniach to jednak wciąż czegoś było im mało. Tą lukę we wspólnym życiu postanawia wypełnić Elsa, której największym marzeniem, a zarazem też przekleństwem staje się macierzyństwo. Bardzo chciałaby ona dziecka, jednak targana lękiem przed utratą kontroli nad własnym istnieniem i traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa wciąż odwleka decyzję zajścia w ciążę. Jej głęboko skrywana obsesja nagle znajduje ujście w pracy i możliwościami współczesnej nauki. Idąc więc na kompromis z własnymi słabościami namawia Clive’a do połączenia ludzkiego DNA ze zwierzęcym i stworzenie istoty humanoidalnej. Clive początkowo opiera się przed zakusami żony, jednak jej argumenty są na tyle silne, że postanawia on zgrzeszyć przeciwko ludzkości. Choć zupełnie nieświadomie pomaga on Elsie w jej szatańskim planie, a cała jego wina sprowadza się do słabości psychicznej. Nie umie się on przeciwstawić, nie potrafi przeforsować swoich racji, staje się ofiarą własnej uległości i poniekąd miłości do żony. Ta uległość ponownie da znać o sobie w kolejnych etapach rozwoju Dren. Początkowo płód miał być uśmiercony zaraz po urodzeniu, później dożyć miał tylko pierwszego etapu rozwoju, ostatecznie dożył do pełnego rozwoju i zaczął ewoluować. Tu ponownie należy sięgnąć do Biblii, a dokładnie do przypowieści o Kainie i Ablu, czyli o dzieciach Adama i Ewy. Jak skończyła się ich historia chyba każdy z nas doskonale wie, jak skończy się tutaj? Tego już dowiedzieć musicie się sami…
Od strony czysto filmowej „Istotę” określić można jako typowy film Vincenzo Natalego. Przede wszystkim jest to obraz niezwykle skromny, gdzie efekty specjalne, które notabene są znakomite, posłużyły tu tylko i wyłącznie do wzmocnienia przekazu fabularnego. Choć jest to czyste kino sci-fi, to jednak rola techniki CGI została tu ograniczona do absolutnego minimum, a wszystko po to, by nie odwracać uwagi widza od kontrowersyjnego wątku głównego. W szczególności na uwagę zasługuje ewolucja i rozwój Dren, która choć przypomina człowieka, to jednak z istotą ludzką ma niewiele wspólnego. Nie zawodzą też aktorzy, którzy według mnie idealnie wykonali powierzone im zadania. Adrien Brody to oczywiście klasa sama dla siebie, dlatego tutaj dłużej rozpisywał się nie będę. Większą niewiadomą była z pewnością Sarah Polley, jednak ja osobiście mając w pamięci jej genialną rolę w obrazie „Moje życie beze mnie” liczyłem, że podoła ona roli kobiety rozemocjonowanej psychicznie. Na szczęście pani Polley spisała się na medal i okazała się być idealną partnerką dla Adriena Brody’ego. Nie można mieć też żadnych zastrzeżeń do zdjęć, muzyki i montażu. To właśnie wysoki poziom tych elementów filmowego warsztatu sprawił, że przez niemal cały obraz towarzyszyć będzie nam mroczny klimat. Nie jest on może równy, bo czasami jest go mniej, a czasami więcej, jednak w kontekście rozliczenia filmu z tego komponentu z pewnością zaliczyć można go na plus.
Niestety „Istota” do ideału traci dość dużo. Pomimo intrygującej fabuły, znakomitych kreacji i naturalnego piękna wizualnego, najnowsze dzieło pana Natalego ma też kilka poważnych niedociągnięć. Grzechem głównym tej produkcji jest przewidywalność i dość sztampowe prowadzenie akcji. Naprawdę ciężko jest się czymś zaskoczyć. Zabrakło mi w tym wszystkim impulsywności, ogniwa rozpalającego widza. Temat owszem jest kontrowersyjny, w samym filmie zetkniemy się z kilkoma naprawdę szokującymi scenami, dlatego uważam, że można było to potraktować znacznie bardziej poważnie. Czasami wygląda to tak jakby reżyserowi brakowało odwagi na przedstawienie czegoś w pełnej okazałości, która nas zaskoczy, a nawet zszokuje. Niestety tu na wszystko z wolna jesteśmy przygotowywani, domyślamy się kolejnych kadrów i kiedy w końcu nasze myśli urealnią się na ekranie po prostu przyjmujemy to jako naturalny bieg zdarzeń… Drugą ujmą są zbyt pompatyczne dialogi, pojawiające się głównie w scenach kulminacyjnych. Jakoś tak nie cierpię tego typu „amerykańskości filmowej”, że podana nawet w formie naukowo-biblijnych definicji rysuje mi na twarzy uśmiech politowania. Grzech trzeci i ostatni stanowi tutaj zakończenie, które już całkowicie poszło w stronę kina mainstreamowego. Oczywiście jest niezwykle widowiskowo, ale w naprawdę inteligentnym filmie próba upchania najbardziej wyświechtanych ekranowych banałów takich jak nocny pościg po lesie, zabójca wyskakujący „zza rogu”, czy śmierć przypadkowych osób znajdujących się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie, to już lekka przesada…
Jak sami widzicie najnowsze dzieło Vincenzo Natalego to obraz niezwykle intrygujący, ale jak każdy twór na naszej planecie doskonały z pewnością nie jest. Poruszając delikatny temat jakim bez wątpienia są eksperymenty genetyczne reżyser chciał zwrócić uwagę świata na szereg niebezpieczeństw związanych z tym zjawiskiem naukowym. Trybami napędzającymi ekranowe wydarzenia są z pewnością główni bohaterowie tej tragicznej historii. Natali w odróżnieniu od wspomnianej już Mary Shelley skupił się przede wszystkim na rodzicach genetycznego monstrum i to właśnie tu należy dopatrywać się największych różnic pomiędzy „Frankensteinem”, a „Istotą”. To sprawia, że w końcowych minutach filmu z przerażeniem zaczniemy zastanawiać się, kto w tym obrazie tak naprawdę jest potworem. Czy nauka zabiła już wszelkie wartości etyczne i moralne? Gdzie znajduje się granica zdrowego rozsądku wśród naukowców? Czy podobnie jak Elsa i Clive każde kolejne odkrycie, popycha ich dalej na skraj ostatecznej przepaści? Cóż, jeżeli mamy się łudzić, że podobne eksperymenty nie miały już miejsca to zwyczajnie jesteśmy głupcami…
„Istota” to z pewnością obraz, na który warto zwrócić uwagę. Na pewno nie jest to kino łatwe i przyjemne, a ponadto wzbudzi w nas wiele kontrowersji. Szczerze jednak uważam, że każdy myślący człowiek powinien choć raz sięgnąć po to dzieło, by ostatecznie przekonać się, że najbardziej rozwinięte intelektualnie istoty na Ziemi, nie są niczym więcej jak tylko zwierzętami. Zadziwiające jest to jak słabą mamy psychikę i jak łatwo potrafimy się załamać. Niestabilność umysłowa powoduje, że w warunkach kryzysowych najzwyklejszy człowiek może okazać się potworem znacznie gorszym niż jakikolwiek inny żyjący na naszej planecie drapieżnik. I to niestety jest najsmutniejszy wniosek płynący z naszej ziemskiej egzystencji. Dlaczego tak się dzieje? Wydaje mi się, że nasz podstawowy błąd leży w tym, iż my ludzie, szukamy ideału tam gdzie po prostu go niema. Szukamy go w nas samych…
…(24) Potem Bóg rzekł: "Niechaj ziemia wyda istoty żywe różnego rodzaju: bydło, zwierzęta pełzające i dzikie zwierzęta według ich rodzajów!" I stało się tak. (25) Bóg uczynił różne rodzaje dzikich zwierząt, bydła i wszelkich zwierząt pełzających po ziemi. I widział Bóg, że były dobre. (26) A wreszcie rzekł Bóg: "Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!" (27) Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. (28) Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi". (29) I rzekł Bóg: "Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem. (30) A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona". I stało się tak. (31) A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre…
Ale czy na pewno?
Ocena Filmu: 

By MysticMan
Nadesłane dnia: 2010.07.13
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Dodane: Czwartek, Lipiec 15, 2010 Recenzent: MysticMan Wynik:     odsłon: 146 Język: pol
|