Recenzje Września 10'
11

Żołnierze Kosmosu 3: Grabieżca - Starship Troopers 3: Marauder (2008)
Żołnierze Kosmosu II - Starship Troopers 2: Hero of the Federation (2004)
Żołnierze Kosmosu - Starship Troopers (1997)
Skąd bierze się fascynacja Bollywoodem? (Publicystyka)
Edyta Bartoszewicz - Skłamałam (1997) (Teledyski)
Wschodnie obietnice - Eastern Promises (2007)
Trzy dni bez wyroku (1991)
Henryk V - Henry V (1989)
Niewiniątka - The Children’s Hour (1961)
Apartament - Wicker Park (2004)
Jestem (2005)


--= Więcej =--
(z ostatnich 6 miesięcy)

Facebook

Menu Główne
Moje Konto
Wyloguj

Szukaj



Chat


Nagrody Filmowe
Srebrne Kadry

Scenariusze

Śmiesznie :-)
Strasznie :0

Cytaty Filmowe

Quizy & Konkursy
Archiwum quizów

News

Dodaj News

Inne

Do Pobrania
Bannery & Reklamy

Użytkownicy Serwisu

Poleć Nas
Pogoda

Blogi filmowe
Filmowe konkret - słowo

Patron Medialny

Radio FTB

Radio Internetowe


Dystrybutorzy
Monolith Films
Monolith Plus
VISION
Anime Gate
Imperial – Cinepix
Kino Świat
Forum Film Poland

Wypożycz Film
Video World
TOP 20

Wyróżnienia
Katalog Gwiazdor


Zmierzch tytanów - Clash of the Titans (AKA Starcie tytanów) (1981)



Produkcja: USA
Gatunek: Fantasy, Przygodowy

Data premiery: 12 czerwca 1981 (Świat)

Reżyseria: Desmond Davis
Scenariusz: Beverley Cross
Zdjęcia: Laurence Rosenthal
Muzyka: Ted Moore

Od lat: 12
Czas trwania: 118

Obsada:

Laurence Olivier - Zeus
Claire Bloom - Hera
Maggie Smith - Thetis
Ursula Andress - Aphrodite
Jack Gwillim - Poseidon
Susan Fleetwood - Athena
Pat Roach - Hephaestus
Harry Hamlin - Perseus
Judi Bowker - Andromeda
Burgess Meredith - Ammon
Siân Phillips - Cassiopeia



Efekty specjalne w światowej kinematografii to element doceniany przez twórców od zawsze. Niejednokrotnie to właśnie ich wizualne piękno decyduje o sukcesie komercyjnym danej produkcji i choć na przestrzeni czasu niemal każdy przekonał się, że same efekty specjalne niczego jeszcze nie są gwarantem, to jednak największe zyski mają obrazy stawiające właśnie na ten komponent. Już wczesne lata 30-ste minionego stulecia przyniosły pierwszy tytuł, który wstrząsnął widzem głównie pod tym kątem. Mowa tu o „King Kongu” w reżyserii Meriana C. Coopera i Ernesta B. Schoedsacka. Panowie do swojej produkcji postanowili wykorzystać, wówczas bardzo nowatorską technikę animacji poklatkowej, która w tamtych czasach była podstawową formą przedstawienia jakiegoś niesamowitego tricku ekranowego. Po gigantycznym sukcesie „King Konga” technika ta stała się podstawowym narzędziem w dłoniach kolejnych twórców, którzy chcieli dać widzom niezapomniane przeżycia podczas projekcji. Takie właśnie niezapomniane doznania kilkadziesiąt lat później zafundował publice Desmond Davis, który w 1981 roku zaskoczył cały świat „Zmierzchem tytanów”. I chyba nie muszę mówić, że zrobił to dzięki znakomitym efektami specjalnymi…

Perseusz, syn Zeusa pada ofiarą intryg bogów, którzy nieustannie knując przeciw sobie, często sprowadzają niebezpieczeństwo na swoje potomstwo stąpające po ziemi. To właśnie na wskutek ukarania przez Zeusa syna Afrodyty, ta postanawia zemścić się na Perseuszu i podstępem przenosi go w niezwykle niebezpieczne miejsce, zamieszkiwane przez różnej maści mityczne stwory. Tam też półbóg spotyka prześliczną Andromedę, w której z wzajemnością się zakochuje. Jak widać zesłanie, zamiast mieć negatywne skutki, okazało się dla syna Zeusa prawdziwym szczęściem. Rozwścieczona tym faktem Afrodyta, namawia swojego zeszpeconego syna Kalibosa, aby ten uprowadził ukochaną Perseusza i uwięził na niedostępnych dla ludzi bagnach. Incydent ten jednak nie miał żadnego wpływu na uczucie jakim darzyli się młodzi ludzie. Nie tracąc chwili Perseusz siodła skrzydlatego Pegaza i wyrusza na ratunek ukochanej…

„Zmierzch tytanów” to film, który w 1981 roku przebojem wdarł się na szczyty kinowych boxoffice’ów. Oparty luźno na greckiej mitologii obraz pana Desmonda Davisa rozgłos zdobył przede wszystkim dzięki niesamowitym jak na tamte czasy efektom specjalnym. Doskonaląca się technika animacji poklatkowej do czasu realizacji tego tytułu była już na tak zaawansowanym poziomie, że można było ją łączyć z innymi ciekawymi efektami. To oczywiście dawało twórcy jeszcze większe możliwości, niemal w każdym elemencie filmowego rzemiosła. Już nie trzeba było karkołomnych i czasochłonnych zabiegów, aby widz mógł zobaczyć w filmie coś czego na długo nie zapomni. I to chyba w tym musimy dopatrywać się głównych ram sukcesu „Zmierzchu tytanów”. Choć historia jaką dane jest nam tu zobaczyć z pewnością mogłaby się obronić sama w sobie, to jednak starania twórców, aby dać publiczności przede wszystkim obraz cudowny wizualnie z pewnością stanową większą część powodzenia marketingowego.

Film Desmonda Davisa to przedsięwzięcie, które przytłaczało pozostałe produkcje w 1981 roku. Rozmach był ogromny, a najlepszym dowodem na to jest to, że zdjęcia rozpoczęto już w 1979 roku. Przez ten czas ekipa przemierzyła szereg państw (Hiszpania, USA, Włochy, Anglia), setki planów zdjęciowych i tysiące mniejszych lokacji, aby jak najdokładniej oddać ducha mitycznej opowieści. Na uwagę zasługują znakomite zdjęcia uznanego w tym fachu Teda Moore’a, który w 1966 roku odebrał Oskara za film „Oto jest głowa zdrajcy”. Tu pan Moore miał olbrzymie pole do popisu i na gruncie tym w pełni udowodnił swój talent. Wspaniałe pejzaże pustynnych terenów, zostają tu ukazane w pełnej krasie. Doprawdy czasami jest magicznie, a gdy do tego wszystkiego dodamy wiele mitycznych stworzeń czujemy się jakbyśmy oglądali jakąś baśń. Wszystko wspomaga klimatyczna muzyka autorstwa siedmiokrotnego laureata nagród Emmy Laurence’a Rosenthala. Decydując się na motywy muzyczne bliskiego wschodu znakomicie podkreślił on piękno pustynnych krajobrazów, na których rozgrywa się większość akcji. Zresztą nominacja do Saturna za soundtrack „Zmierzchu tytanów” najlepiej oddaje klasę ścieżki dźwiękowej. Nie zawodzą też aktorzy, których pomimo upływu blisko 30 lat od premiery ogląda się naprawdę dobrze. W rolę Perseusza wcielił się wówczas mało znany Harry Hamlin, który o dziwo wypadł całkiem przyzwoicie. Niestety występ w tej produkcji nie pociągną za sobą kolejnych sukcesów i choć wciąż możemy zobaczyć go w filmach, to jednak już mało kto będzie w stanie skojarzyć go z młodym półbogiem. Bez wątpienia dwiema największymi gwiazdami tej produkcji jest Laurence Olivier (między innymi Oskar za rolę w „Hamlecie” z 1949 roku) i Maggie Smith (dziesiątki nagród w tym dwa Oskary – „Pełnia życia panny Brodie” z roku 1969 i „Suita kalifornijska” z 1979 rok), dla której scenarzysta Beverley Cross, rolę Tetydy napisał specjalnie. To właśnie ta dwójka najlepiej prezentuje się na planie i sprawia, że seans upływa w naprawdę miłej atmosferze.

Co natomiast zawodzi? Niestety pomimo gigantycznych nakładów i ogromu pracy, film ten nie wytrzymał próby czasu. To co kiedyś wydawało się niedoścignionym wzorem dziś już tylko śmieszy widza. Z pewnością podobny los czeka większość nawet współczesnych obrazów, dlatego tak ważna jest fabuła. Jak już wspomniałem w obrazie Desmonda Davisa skrypt jest naprawdę dobry, dlatego patrząc na ten film tylko poprzez pryzmat samej historii powinna się ona obronić. Niestety pisze to ktoś kto swego czasu był rozkochany w tej produkcji. Gdy przed seansem remake’u przysiadłem wraz ze swoją dziewczyną, aby przypomnieć sobie oryginał, skończyło się salwą śmiechu i tym, że film z Samem Worthingtonen w kinie zobaczyłem sam…

Jednak jak napisałem wcześniej ja jestem wielkim fanem tej produkcji i będę jej bronił pod wieloma względami. Bo przecież ciekawa historia, piękne zdjęcia, klimatyczna muzyka i dobre aktorstwo o czymś w końcu świadczą. Być może ekranowe wydarzania już tak nie porywają, efekty śmieszą, a zastosowane techniki nie przekonują do seryjnego odświeżania sobie „Zmierzchu tytanów”, ale mimo wszystko każdy miłośnik X Muzy, chociaż raz powinien zapoznać się z tym filmem. W szczególności proponuję zrobić to przed seansem remake’u, za który odpowiadał Louis Leterrier. Dla wielu z pewnością będzie to niemała ciekawostka, a może znajdą się osoby, które rozkochają się w tej ciepłej, wypełnionej po brzegi niesamowitymi przygodami, historii miłosnej Perseusza i Andromedy…


Ocena Filmu:


By MysticMan

Nadesłane dnia: 2010.07.16

Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com


Dodane:  Sobota, Lipiec 17, 2010
Recenzent:  MysticMan
Wynik:
odsłon: 140
Język: pol

  

[ Powrót do indeksu recenzji ]


Wysłany przez Aleksy włączone Lip 18, 2010 - 07:00 PM
Mój wynik:

Fabułę i bogactwo mitologicznych wątków oceniam na 8. Efektów specjalnych nie oceniam bo są z zupełnie innej epoki. To tak jakbym miał porównać autka Bonda sprzed 30 lat i te dzisiaj. :) Rozmach produkcji (muzyka, krajobrazy)- 9. Aktorstwo niestety kuleje, ale i tak w sumie film oceniam na 7ke. Warto się cofnąć w czasie na planecie Hollywood...


Wysłany przez Sajgon włączone Lip 17, 2010 - 11:19 AM
Mój wynik:

Mi się "Zmierzch tytanów" podobał. Oglądałem go kilka razy ale ostatnio jakieś 10 lat temu. Jednak efekty specjalne zawsze były dla mnie sprawą trzeciorzędną, więc nie sądzę żebym miał z nimi jakikolwiek problem gdybym film oglądał teraz. Zwłaszcza że film ma już ok 30 lat.

Strona wygenerowana przez Postnuke 0.726. Kinomaniaki.com By 2004/2008 . .