Recenzje Września 10'
11

Żołnierze Kosmosu 3: Grabieżca - Starship Troopers 3: Marauder (2008)
Żołnierze Kosmosu II - Starship Troopers 2: Hero of the Federation (2004)
Żołnierze Kosmosu - Starship Troopers (1997)
Skąd bierze się fascynacja Bollywoodem? (Publicystyka)
Edyta Bartoszewicz - Skłamałam (1997) (Teledyski)
Wschodnie obietnice - Eastern Promises (2007)
Trzy dni bez wyroku (1991)
Henryk V - Henry V (1989)
Niewiniątka - The Children’s Hour (1961)
Apartament - Wicker Park (2004)
Jestem (2005)


--= Więcej =--
(z ostatnich 6 miesięcy)

Facebook

Menu Główne
Moje Konto
Wyloguj

Szukaj



Chat


Nagrody Filmowe
Srebrne Kadry

Scenariusze

Śmiesznie :-)
Strasznie :0

Cytaty Filmowe

Quizy & Konkursy
Archiwum quizów

News

Dodaj News

Inne

Do Pobrania
Bannery & Reklamy

Użytkownicy Serwisu

Poleć Nas
Pogoda

Blogi filmowe
Filmowe konkret - słowo

Patron Medialny

Radio FTB

Radio Internetowe


Dystrybutorzy
Monolith Films
Monolith Plus
VISION
Anime Gate
Imperial – Cinepix
Kino Świat
Forum Film Poland

Wypożycz Film
Video World
TOP 20

Wyróżnienia
Katalog Gwiazdor


Drużyna A - A-Team, The (2010)



Produkcja: USA
Gatunek: Komedia, Akcja

Data premiery: 11 czerwca 2010 (Polska), 3 czerwca 2010 (Świat)

Reżyseria: Joe Carnahan
Scenariusz: Michael Brandt, Skip Woods, Brian Bloom
Zdjęcia: Mauro Fiore
Muzyka: Alan Silvestri

Od lat: 15
Czas trwania: 117

Obsada:

Liam Neeson - Col. John 'Hannibal' Smith
Bradley Cooper - Lt. Templeton 'Faceman' Peck
Jessica Biel - Capt. Charisa Sosa
Quinton 'Rampage' Jackson - Cpl. Bosco 'B.A.' Baracus
Sharlto Copley - Murdock
Patrick Wilson - Lynch
Gerald McRaney - Gen. Russell Morrison
Henry Czerny - Director McCready
Yul Vazquez - Gen. Javier Tuco
Brian Bloom - Pike
Maury Sterling - Gammons



Serialowe szaleństwo w latach 80-tych można było nazwać swego rodzaju fenomenem i nową falą w świecie telewizji. Kultowi bohaterowie z seriali takich jak „M*A*S*H”, „Nieustraszony”, „MacGyver”, „Miami Vice”, „Gliniarz i prokurator”, „Crime Story”, czy „Drużyna A” seryjnie podbijali serca spragnionych wrażeń widzów. Z czasem seriale akcji zaczęły ustępować miejsca innym tematom, jednak wciąż można było znaleźć osoby lubujące się w opowieściach gdzie rządziła pięść i humor. Gdy patrzymy na tamten okres z perspektywy dnia współczesnego czujemy spory sentyment do tych tytułów, bo to właśnie one dostarczały nam największej rozrywki w erze bez komputera, Internetu i telefonu komórkowego. I to właśnie dzięki tej iskierce sentymentu największe hollywoodzkie wytwórnie filmowe pragną obecnie odświeżać naszej pamięci bohaterów owych seriali. W 2006 roku mogliśmy zobaczyć „Policjantów z Miami”, w 2008 zielone światło otrzymała serialowa reaktywacja „Nieustraszonego”, natomiast w 2010 swój debiut w kinie zanotowała „Drużyna A”. Tej ostatniej ekipie przyjrzymy się teraz bliżej. Zainteresowani? Zapraszam do lektury…

Podczas jednej z tajnych operacji w Meksyku, porucznik Tempelton „Face” Peck (Bradley Cooper) wpada w poważne tarapaty. Na szczęście jego tropem z misją ratunkową podążył pułkownik Hannibal Smith (Liam Neeson) i w ostatniej chwili wyciągnął kompana z opresji. W akcji odbijania porucznika przypadkowo pomaga kapral B.A. Baracus (Quinton 'Rampage' Jackson), który jak to się zwykło mówić znalazł się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Brawurowa ucieczka jednak nigdy nie zakończyła by się sukcesem gdyby nie szalony kapitan Murdock (Sharlto Copley), jedyny amerykański pilot znajdujący się w Meksyku, którego można było zwerbować do „nie mającej miejsca misji”. Od tej pory Hannibal Smith, Face, B.A. i Murdock trzymali się zawsze razem, wykonując dziesiątki operacji dla amerykańskiej armii.

Od czasu ich pierwszego spotkania mija 8 lat. Drużyna A, jak sami siebie zwykli określać, ma za sobą 80 udanych misji i czeka na kolejną… Ta przychodzi znacznie szybciej niż wszyscy się spodziewali. Skąd to zaskoczenie? Stąd, iż jest ona pilotowana przez CIA i posiada status operacji całkowicie utajnionej. Trzeba ją wykonać szybko, sprawnie i nie zostawiać za sobą żadnego śladu. Cel? Odzyskać z rąk islamskich radykałów matryce służące do produkowania amerykańskich banknotów. Zważywszy na bardzo delikatne okoliczności i spore niebezpieczeństwo przełożony Hannibala Smitha, generał Russell Morrison, nie zgadza się na to, aby Drużyna A wzięła udział w tej misji. Kim jednak byłby Smith i jego ludzie gdyby nie postawili na swoim? Akcja choć niezwykle złożona kończy się pełnym sukcesem i pewnie matryce trafiłby do rąk amerykańskiego rządu, gdyby nie zdrada dokonana w sztabie głównym armii. Jedyna osoba jaka wiedziała o udziale w misji, generał Russell Morrison, ginie, a członkowie Drużyny A zostają oskarżeni o zdradę i skazani na więzienie o zaostrzonym rygorze…

Mija 6 miesięcy. W celi Hannibala Smitha zjawia się ten sam agent CIA, który zlecił odzyskanie matryc i proponuje mu układ. Nie mając nic do stracenia Smith godzi się na niego i już kilka dni później on i jego ekipa znajduje się na wolności. Czas oczyścić dobre imię. Czas wyrównać rachunki. Czas skopać kilka tyłków…

Za reżyserię kinowej wersji „Drużyny A” odpowiadał Joe Carnahan, twórca, który zdobył miliony fanów szalonym i niezwykle brutalnym obrazem „As w rękawie”. Do czasu realizacji tego tytułu pan Carnahan był osobą praktycznie nieznaną w Hollywood, jednak przebłysk geniuszu jakim poczęstował publikę w 2006 roku, całkowicie zmienił ten stan rzeczy, a najlepszym tego przykładem jest angaż do wysokobudżetowej produkcji. Jak poradził on sobie z powierzonymi $110 mln dolarów? Śpieszę z odpowiedzią…

Od samego początku „Drużyna A” traktowana była jako obraz czysto rozrywkowy, po brzegi wypełniony akcją i humorem. Nikt nie zakładał tu jakiś głębszych wartości, mądrego przesłania, czy też uwag moralnych. Tu cały plan miał wylecieć w powietrze i to z takim hukiem, żeby echa wybuchów słyszane były nawet w kosmosie. Producenci zapowiedzieli również, że tytuł ten będzie tylko i wyłącznie luźno inspirował się serialem z lat 80-tych, a nie kopiował jego schematy. Miało się tak stać dlatego, że współczesna publiczność zupełnie zmieniła już swoje gusta i to co jeszcze 20 lat temu rzucało widzów na kolana, dziś nie ma już praktycznie żadnych wartości. Informacjami tymi byli chyba najbardziej zawiedzeni wierni fani serialu, którzy liczyli na dosłowne odkurzenie historii Hannibala Smitha i jego towarzyszy broni. A jak to wygląda w rzeczywistości?

„Drużyna A” jak większość dzieł opierających się na serialach, komiksach, czy grach komputerowych została podzielona na dwie bardzo wyraźne części. Pierwsza składa się z typowego wprowadzenia, gdzie dokładnie poznajemy bohaterów (skierowane jest to oczywiście do widzów, którzy nie mieli styczności z pierwowzorem). Każda kolejne minuta przynosi nam istotne informacje, z których dowiadujemy się o przeszłości ekranowych postaci i to jak doszło do utworzenia tytułowej drużyny. Gdy wszystkie fakty zostaną już naszkicowane, akcja porywa nas w wir niepohamowanej rozrywki, gdzie króluje bitewny chaos i szalony humor. To stanowić będzie część drugą tej historii. Nie oznacza to jednak, że wprowadzenie pozbawione jest scen walki. Wręcz przeciwnie, na początku jest znacznie więcej akcji, ma ona tylko mniejszy rozmach niż sekwencje jakie możemy zobaczyć po ucieczce z więzienia.

Kolejną siłą napędową tej produkcji jest znakomite (z dwoma małymi wyjątkami) aktorstwo. Ekipę tworzą, jak to się teraz modnie mówi, sami „topowi” aktorzy. Pierwsze karty rozdaje oczywiście Liam Nelson w roli Hannibala Smitha i Bradley Cooper jako Tempelton „Face” Peck. Są to artyści z najwyższej półki dlatego ich występ po prostu musi się podobać. Tym bardziej, że serialowych bohaterów odtworzyli idealnie. Hannibal kojarzy się nam tu z sędziwym ojcem, który roztacza opiekę nad swoimi pociechami. Zrównoważony, z zawsze przygotowanym doskonałym planem, nigdy nie cofa się przed odpowiedzialnością. Buźka jest przy nim takim nieokiełzanym synem, dla którego przede wszystkim liczy się rozrywka i kobiety. Wiadomo, że myślenie głową nie znajdującą się na szyi często sprowadzić może na kogoś kłopoty i… tutaj zawsze pojawia się Buźka. Mając w pamięci ostatnie role Bradley’a Coopera o wcielenie się go w postać kobieciarza byłem spokojny i nie zawiodłem się. Zawodzi natomiast wrestler Quinton 'Rampage' Jackson, który wciela się w ekranowego B.A. Jakoś ogólnie nie jestem przekonany do zapaśników, którzy swoich sił próbują w filmach i tu niestety spotyka mnie kolejny zawód. Nasz ciemnoskóry „mięśniak” zamiast straszyć swoją posturą i niewyparzoną gębą, cały czas się maże, boi i jeszcze dostępuje przemiany duchowej… Tak, z zabijaki stał się pacyfistą – i tu za bardzo nie wiedziałem, czy należy się śmiać, czy płakać. Ponadto beznamiętne kwestie wypowiadane przez niego znacznie obniżają jakość niektórych przezabawnych scen. Z pewnością nic ciepłego nie można też powiedzieć o naszej ekranowej piękności Jessice Biel, której przypadła rola pani kapitan Charisy Sosy. O jej występie można powiedzieć tyle, że jest i kilka razy nawet nieźle wyglądała… No ale ja to od dawna jestem do niej uprzedzony, więc może tu, troszeczkę przesadzam…

Jak sami widzicie w aktorstwie siły rozkładają się pół na pół. Dlaczego więc zaliczyłem ten element jako jedną z głównych sił napędowych „Drużyny A”? Uważni czytelnicy z pewnością już zauważyli, że w tej przedstawionej powyżej galerii postaci brakuje jednego typa. Mowa oczywiście o Sharlto Copley’u, który wciela się tu w zdrowo szurniętego kapitana 'Howling Mada' Murdoka. Aż bym sobie zaklął w tym miejscu, ale troszeczkę nie wypada. Co ten facet wyrabia? Brak słów, to prawdziwe mistrzostwo, majstersztyk, poezja… Śmiem twierdzić, że jego występ w tej produkcji to jedna z najlepszych ról komediowych w całej kinematografii! Copley miażdży, kradnie ten film tylko dla siebie i w szyderczy, doskonale zaprezentowany na ekranie, sposób śmieje się reszcie „gwiazd” prosto w twarz. I pomyśleć, że jest to dopiero jego druga rola w wielkim widowisku. Wcześniej mogliśmy go podziwiać w doskonałym „Dystrykcie 9”, który przebojem wdarł się na szczyty boxoffice’ów. Murdok w jego wykonaniu to szaleniec doskonały. Jego obłęd przede wszystkim charakteryzuje się tym, że dla niego nie ma rzeczy strasznych. Obojętnie w jakich tarapatach znajduje się ekipa, on zawsze się cieszy i ma gdzieś jakiekolwiek niebezpieczeństwo, a teksty jakimi rzuca w takich sytuacjach po prostu trzeba spisać w „Księdze cytatów”…

Patrząc na obraz pana Carnahana pod kątem technicznym raczej nic poważniejszego mu nie zarzucimy. Może czasami montaż jest zbyt chaotyczny, ale przy tak szybkiej akcji chyba tylko Michael Bay jest w stanie wszystko posklejać idealnie. Efekty specjalne spełniają wszelkie współczesne standardy, co szczególnie cieszy, gdyż w filmie tym zobaczyć możemy naprawdę spektakularne sceny akcji. Mi w pamięci przede wszystkim zapadł motyw ze spadającym czołgiem ostrzeliwanym przez dwa samoloty bezzałogowe. Czegoś takiego jeszcze w życiu nie widziałem. Niestety troszeczkę zawodzi muzyka, która momentami jest zbyt pompatyczna. Rozumiem, że mamy tu do czynienia z obrazem wojennym ale podniosłe „pam-param-pam” co pewien czas zdecydowaniu mi tu nie pasowało. Pasowały i to bardzo zdjęcia, za które odpowiedzialny był Mauro Fiore, zdobywca Oskara za prace na planie „Avatara”. I chyba w tym momencie nie muszę się już zbytnio rozpisywać…

Zgodnie z obietnicami producentów i samego reżysera „Drużyna A” to kino bezkonfliktowe, zrobione tylko i wyłącznie dla uciechy widzów. Jako letnia superprodukcja spisuje się doskonale i tylko w takich kategoriach można rozpatrywać wady i zalety tej historii. Ogrom akcji, znakomite aktorstwo, ze szczególnym uwzględnieniem Sharlto Copley’a, wysokiej klasy efekty specjalne i przepiękne zdjęcia to największe atuty tego tytułu. Niestety nie wszyscy aktorzy utrzymali odpowiedni poziom, montaż jest troszkę zbyt chaotyczny, a i muzyka za serce nie chwyta. Mimo wszystko ja seans „Drużyny A” wspominał będę jeszcze długo, gdyż dla mnie jest to jeden z lepszych obrazów sensacyjnych ostatnich lat. I co z tego, że większość scen mija się z rzeczywistością i co z tego, że nie wszystko zazębia się odpowiednio, w końcu jest Murdok, a jego wyczyny mógłbym oglądać w kółko…


Ocena Filmu:


By MysticMan

Nadesłane dnia: 2010.07.19

Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com


Przeczytaj również:

Drużyna A - A-Team, The (1983 - 1987)


Dodane:  Wtorek, Lipiec 20, 2010
Recenzent:  MysticMan
Wynik:
odsłon: 130
Język: pol

  

[ Powrót do indeksu recenzji ]


Wysłany przez agale włączone Sie 10, 2010 - 10:30 PM
Mój wynik:

Serial z mojego dzieciństwa. Wtedy oglądany z wielkim podekscytowaniem. Dzisiaj - wersja kinowa obejrzana raczej z ciekawości - jak stara dobra Drużyna A wygląda dzisiaj? Lekki, rodzinny film na deszczowy wieczór. Dodatkowo, jak ktoś lubi Bradley Cooper'a (niezapomniany Kac Vegas) - powinien chętnie obejrzeć.

Strona wygenerowana przez Postnuke 0.726. Kinomaniaki.com By 2004/2008 . .