Constantine (2005)
Produkcja: USA
Gatunek: Fantasy, Thriller, Akcja
Data premiery: 2005-03-11 (Polska) , 2005-02-11 (Świat)
Reżyseria: Francis Lawrence
Scenariusz: Frank A. Cappello, Kevin Brodbin, Mark Bomback
Zdjęcia: Philippe Rousselot
Muzyka: Brian Tyler, Klaus Badelt, Lisa Gerrard, Patrick Cassidy
Scenografia: Naomi Shohan
Na podstawie: komiksu Jamiego Delano i Gartha Ennisa "Hellblazer"
Od lat: 15
Czas trwania: 121
Dyst.: Warner Cinema
Obsada:
Keanu Reeves: John Constantine
Shia LaBeouf: Chaz Chandler
Rachel Weisz: Angela Dodson / Isabel Dodson
Djimon Hounsou: Papa Midnite
Pruitt Taylor Vince: Ojciec Hennessy
Gavin McGregor Rossdale: Balthazar
Tilda Swinton: Gabriel
Michelle Monaghan: Ellie
| |
John Constantine miał przewalone dzieciństwo. Już jako mały chłopiec widział wokół siebie przerażające postacie. Tak bardzo prześladowały go te potworne obrazy, że postanowił popełnić samobójstwo, jednak wrócił z zaświatów. Został zawodowym egzorcystą, który na wezwanie wypędza demony z dusz osób opętanych. Pewnie toczyłby taki żywot aż do śmierci, gdyby nie dwa fakty. Po pierwsze zauważa dużą ruchliwość demonów i próby ich przeniknięcia do świata ludzi, po drugie dowiaduje się, że ma nieuleczalnego raka płuc spowodowanego paleniem papierosów. Zgodnie z nauką Kościoła, po śmierci John trafi do piekła za świadome zniszczenie własnego zdrowia. Znajdując się w beznadziejnym położeniu Constantine podejmuje nierówną walkę o własną duszę i ocalenie ludzkości przed szatanem.
Dla niektórych taka fabuła wydaje się równie niesamowita, co niedorzeczna. Jeśli jednak pogodzimy się z tym szalonym pomysłem i nie będzie nam przeszkadzać, że to właśnie Keanu Reeves znów ratuje świat, to czeka nas niesamowita podróż do Los Angeles, w którym rozgrywa się najważniejsza rozgrywka dobra ze złem. Oto syn szatana chce naruszyć odwieczną równowagę pomiędzy Niebem a piekłem i podstępem zagarnąć dla siebie całą Ziemię. Napotka jednak zdecydowany opór. Oto John Constantine, któremu nie straszne piekło i demony, postanawia ratować ludzi i pokonać złe moce. Pomoże mu w tym młoda i piękna pani policjant, której siostra umiera w niecodziennych okolicznościach. Film stawia odważną tezę, jakoby Bóg umówił się z szatanem, by nie wchodzić sobie w drogę i niezależnie walczyć o ludzkie dusze według reguł fair play i nie zaburzać pewnej równowagi. Wielu z nas nie może się z tym zgodzić, podobnie jak z pomysłem na obecność wśród nas pół-aniołów i pół-demonów, które próbują nas przeciągnąć na swoją stronę. Możemy jednak traktować te pseudoreligijne pomysły jako przenośnię, podobnie jak traktujemy rycerzy jedi i tak zwaną „moc” z Gwiezdnych Wojen George'a Lucasa.
Film Francisa Lawrence'a powstał na podstawię komiksu Hellblazer i jest to widoczne w pastelowych i bardzo barwnych zdjęciach Philippe’a Rousselot. Przypominają one natężeniem i charakterem kolorów ujęcia ze Spidermana czy Hulka. Zresztą właśnie zdjęcia odgrywają znaczącą rolę w Constantinie. Są ciemne, mroczne i duszne i świetnie oddają powagę sytuacji, bo przecież toczy się walka o przyszłość ludzkości. Mroczny nastrój wzmaga wspaniała muzyka, znanego choćby z Equilibrium, Klausa Badelta, przez większość filmu stonowana, a jednak w odpowiednich momentach podnosząca ciśnienie krwi i wgniatająca w fotel. Mocną stroną filmu są także wyważone efekty specjalne no i oczywiście Keanu Reeves. Krążą opinie, że to jego najlepsza rola. Może nie posunąłbym się do tak daleko idących pochwał, ale Keanu dał z siebie więcej niż we wszystkich częściach Matrixa razem wziętych. Chyba wreszcie uwolnił się od tego manierycznego wyrazu twarzy Neo, gra bardziej naturalnie, wręcz na luzie. Jego bohater jest zazwyczaj poważny, bo wykonuje poważną robotę, ale nawet w trudnych chwilach potrafi zażartować i to nie bez taktu. Mamy więc możliwość oglądania Reevesa od najlepszej strony. Z pewnością ta rola zamknie usta wszystkim złośliwcom, którzy dotychczas wyśmiewali jego aktorskie możliwości. Najwięcej zabawy dostarczyło mi obserwowanie przemiany głównego bohatera z cynicznego cwaniaka w świadomego wpływu na własne życie dojrzałego emocjonalnie człowieka. Ostatnia scena rozgrywająca się na dachu budynku, kiedy to John Constantine sięga po paczkę fajek, na pewno na stałe zagości w gronie scen kultowych, z których wiele już przecież należy do Keanu Reevesa!
Ocena Filmu: 

By Kevin
Nadesłane dnia: 2005.04.02
Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Wyłączność do recenzji posiada Serwis www.kinomaniaki.com
Dodane: Sobota, Kwiecień 02, 2005 Recenzent: Kevin Wynik:     odsłon: 3099 Język: pol
|